Etykiety

sobota, 5 października 2019

Stanisław Barańczak - Co będzie świadectwem

Jim Daly

Nie nasze podręczniki historii, których nikt
nie otworzy, bo i po co,

nie gazety,
które nigdy nie były otwarte
na rzeczywistość (jeśli nie liczyć niektórych
nekrologów i prognoz pogody),

nie listy,
które tak często były otwierane,
że niczego w nich nie mogliśmy pisać otwarcie,

i nawet nie literatura, też zamknięta
w sobie, w szufladach urzędników albo
w tekturowych trumienkach okrojonych wydań

jeśli co pozostanie, to otwarte oczy
tego dziecka, co dzisiaj nie może zrozumieć
naszego świata zamkniętego i
otwiera usta, aby zadać nam pytanie;
i jeśli nie przestanie powtarzać swych pytań,
da kiedyś naszej prawdzie otwarte świadectwo

piątek, 4 października 2019

Jan Twardowski - Nie mogę trafić




Wszystko się pozmieniało nie ma małych dworów
pachnących owocami i pastą do podłóg

z zazdrostkami w oknach z lawendą w szufladzie
kościół też nieco inny. Spokojny choć przecież
bez cichej i dyskretnej prababci łaciny

stara się by Boga było lepiej widać
lecz Bóg kocha naprawdę więc jest niewidzialny
dworce przebudowano już nie mogę trafić
na peron gdzie kogoś żegnałem na zawsze

długopis karierowicz nieboszczyk atrament
niebo morze i góry zostały te same

czwartek, 3 października 2019

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Trzy godziny

John Colier

Pierwsza godzina czekania to radość i strach z gorączką.
Tu kwiaty, a tu papierosy... masz, perfum się wylał na marmur!
Lustrzane drzwi szafy skrzypią. Gdzie wstążka? Jak gorąco!
Pokój musi pachnąć i wzdychać, i być pełen, pełen lękliwego charme'u...

A druga godzina czekania to uważne, czujne słuchanie.
Ktoś przeszedł i nie zapukał. Wrócił, zapukał: służąca.
Minuty jak biały makaron leniwie toną w dywanie...
Cisza szepcze, że jest za późno i jest śpiąca...

A trzecia godzina czekania to polip o oczach starca,
Czarna kawa dawno wystygła. Nikt nie przyszedł. I to się zdarza.
Człowiek inteligentny sam sobie wystarcza.
I gwiżdże na wszystko żałośnie, jak wiatr wśród cmentarza




Ach, to nie było warte...

Ach, to nie było warte
by sny tym karmić uparte
by stawiać duszę na kartę
ach to nie było warte.

Ach, to nie było warte
by nosić łzy nie otarte
i by mieć serce wydarte
to wcale nie było warte...

M.Pawlikowska Jasnorzewska

poniedziałek, 23 września 2019

Tadeusz Różewicz - Słowa


słowa zostały zużyte
przeżute jak guma do żucia
przez młode piękne usta
zamienione w białą
bańkę balonik

osłabione przez polityków
służą do wybielania
zębów
do płukania jamy
ustnej

za mojego dzieciństwa
można było słowo
przyłożyć do rany
można było podarować
osobie kochanej

teraz osłabione
owinięte w gazetę
jeszcze trują cuchną
jeszcze ranią

ukryte w głowach
ukryte w sercach
ukryte pod sukniami
młodych kobiet
ukryte w świętych księgach
wybuchają
zabijają

sobota, 21 września 2019

Wojciech Młynarski " Kolejna jesień" bez Wojciecha ( zm. 15 marca 2017r.)

Dodaj napis

Znów biegnę z głową pochyloną
I kiedy tyle barw się mieni,
gdy brzozy tańczą, klony płoną,
znowu mnie nie ma w tej jesieni.

Z walizki wielkiej wyciągnąłem
szaliczek tkany z szarej troski,
nie patrząc jak co świt, minąłem
sejm ptasi w parku Ujazdowskim.

I ten kretyński pęd ,co gna mnie,
minąć mi kazał żółtą różę,
która szeptała: ”Stań, spójrz na mnie,
bo jutro już się nie powtórzę”.

Jutro się zacznie pora mglista,
czas fatalnego kapuśniaczka,
lecz dzisiaj Kubuś Fatalista
tak mnie poucza znad bukłaczka:

Odpuść, przyhamuj, przystań,
kmotrze,
nim smutne róże w szronie
zginą,
popróbuj jabłka , gdy najsłodsze,
spójrz, jak się płoni
dzikie wino..

.

Tak kończy się króciutki wrzesień,
szalony jak spóźniona miłość,
i kończy się kolejna jesień,

ta, w której znowu mnie nie było

Wojciech Młynarski - Moi profesorowie

Obraz: Francine Van Hove

Czasem wiosenne pierwsze listki
A czasem mądry wiersz noblistki
To moi profesorowie
I wszystkie moje piękne błędy
I wszystkie drogi, co nie tędy
To moi profesorowie

I ciągle szukam ich namiętnie
A oni czynią chętnie, skrzętnie
Ład w sercu i w głowie
I ptaszek w kalinowym lasku
I pod stopami ziarnko piasku
To moi profesorowie

Ja żyję według swego klucza
Wolę się uczyć, niż pouczać
I prawd niegłupich całkiem sporo
Znam dzięki moim profesorom

Że życie wciąga i zachwyca
Dopóki świat to tajemnica
Tak mówią profesorowie
Że póki światu wciąż się dziwię

Żyć będę pięknie i prawdziwie
Tak mówią profesorowie
Są mi potrzebni jak powietrze
Rada ich słucham, wiem, że jeszcze
Tak wiele się dowiem
I na werbelku gra nadzieja
To także wymyśliłam nie ja
To moi profesorowie

Ty też nie będziesz nigdy w biedzie
Jeżeli o kim masz powiedzieć
"To moi profesorowie"
Że siwy belfer z ogólniaka
List, książka, wstążka byle jaka
To twoi profesorowie

Bywałaś chmurna, niespokojna
Z calutkim światem w stanie wojny
A dzisiaj, co powiesz
Że patrzysz na ten świat rozumnie
Bowiem masz o kim szepnąć dumnie
"To moi profesorowie"

poniedziałek, 16 września 2019

Jadwiga Zgliszewska - BYĆ CZŁOWIEKIEM


...to temat
niby taki banalny!

zawiera wszystko -
i gromadę plew
i mieszek ziarna
i przyjaźń
i gniew
smutek rozpaczliwy
ekstazę bliską nieba
cierpienie którego
opisać się nie da
wybaczanie
po siedemdziesiąt siedem razy
albo pielęgnowanie urazy
to świetlisty poranek
i gwiezdna noc
burza z piorunami
zamiecie i wichury
w gniewie natury
to ciepły
dotyk ręki
i zimny pocałunek
jak ostatni gwóźdź do trumny
to podziw i zawiść
miłość i nienawiść...

być człowiekiem
dlatego
tak wiele ma znaczeń
że zależy
b y ć - j a k i m !

środa, 11 września 2019

Roman Brandstaetter - Śmierć Sokratesa

Jacques-Louis David - Śmierć Sokratesa

  Całe Życie twierdził:
- Wiem, że nic nie wiem.

Gdy miał umrzeć, powoli nachylił do ust
Kielich napełniony trucizną
I duszkiem ją wypił.

Była w nim wielka cisza
I tylko niepokoiła go jedna myśl,
Czy po śmierci będzie wiedział, że wie.

Roman Brandstaetter 

wtorek, 10 września 2019

Maria Wine - Gdzieś


Gdzieś

musi być przebłysk światła
który rozprasza mrok przyszłości

nadzieja
która nie daje się zabić
beznadziejnością

i wiara
która nie zaczyna natychmiast
nie dowierzać sobie


Gdzieś
musi być niewinne dziecko
którego jeszcze nie zdobyły demony

świeżość życia
co nie tchnie jeszcze
zgnilizną

i szczęście
którego nie osiąga się
nieszczęściem innych


Gdzieś
musi być budzik rozwagi
który ostrzega przed zabawą w samounicestwienie

powaga
która waży się brać siebie poważnie

i dobroć
której korzeniem nie jest tylko
powstrzymane zło


Gdzieś
musi być piękno
które wciąż pozostaje pięknem

czyste sumienie
co nie ukrywa zatajonej zbrodni

musi być
miłość do życia
która nie mówi rozdwojonym językiem

i wolność
której nie zdobywa się niewolą innych

tłum. ze szwedzkiego Zygmunt Łanowski 

sobota, 31 sierpnia 2019

Antoni Słonimski - Liryka


Wiem, piechotą będę szedł ze stacji,
Choćby ciemnym to było wieczorem.
Zbłądzić trudno, kolejowym torem
I na lewo od dwu drzew akacji.

Kwiat tytoniu w ciemności pachnący,
Miodny zapach końskiego nawozu
I daleko gdzieś gwizd parowozu
Długi, smętny, tęskliwie cichnący.

Tak jak nieraz to już było we śnie,
Poznam głos twój, gdy zapytasz: "Kto tu?"
I za gardło uchwyci boleśnie
Strach i rozpacz, i szczęście powrotu.

"Kto tu?" — spytasz. Powiem: "Ja — Antoni,
Tutaj jestem." Jeszcze krok, pół kroku.
I dłoń drżącą poczuję na skroni.
I usłyszę bicie serca w mroku.

"Nie myślałem, że cię tak przestraszę!
Nie pal światła, stójmy tak, w ciemności.
Po co patrzeć w oczy już nie nasze,
Kiedy serca biją jak w młodości?"

"Po coś wrócił? Tu źle." "Ja wiedziałem,
Lecz nie było dla mnie ukojenia,
Zostawiłem tu wszystko, co miałem,
Nasze wspólne młodzieńcze marzenia."

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Josif Brodski – Ludzie giną.







W chwili, gdy strzepujesz pyłek,
jesz posiłek, sadzasz tyłek
na kanapie, łykasz wino -
ludzie giną.

W miastach o dziwacznych nazwach
grad ołowiu, grzmot żelaza:
nieświadomi, co ich winą,

ludzie giną.
















W wioskach, których nie wyśledzi
wzrok - bez krzyku, bez spowiedzi,
bez żegnania się z rodziną
ludzie giną.

Ludzie giną, gdy do urny
wrzucasz głos na nowych durni
z ich nie nową już doktryną:

"Nie tu giną"...








W stronach zbyt dalekich, by nas
przejąć mógł czyjś bólu grymas,
gdzie strach lecieć cherubinom -
ludzie giną.

Wbrew posągom i muzeom-
jako opał służy dziejom
przez stulecia po Kainie
ten, kto ginie.














W chwili, kiedy mecz oglądasz,
czytasz, co wykazał sondaż,
bawisz dziecko śmieszną miną-
ludzie giną.


















Czas dzielący ludzkie byty
na zabójców i zabitych
zmieści cię w rubryce szerszej
tak, w tej pierwszej.

Dla zabójców…





piątek, 23 sierpnia 2019

Adam Asnyk - Miejcie nadzieję



Miejcie nadzieję!... Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

Miejcie odwagę!... Nie tę jednodniową,
Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.

Miejcie odwagę... Nie tę tchnącą szałem,
która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża.

Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić:
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystało w milczeniu się zbroić...

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
I przechowywać ideałów czystość;
Do nas należy dać im moc i zbroję,
By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Karol Wojtyła - Źródło /fragment z Tryptyku Rzymskiego /




Zatoka lasu zstępuje
w rytmie górskich potoków...

Jeśli chcesz znaleźć źródło,
musisz iść do góry, pod prąd.

Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj,
wiesz, że ono musi tu gdzieś być —

Gdzie jesteś, źródło?...  Gdzie jesteś, źródło?!
Cisza...

Strumieniu, leśny strumieniu,
odsłoń mi tajemnicę
swego początku!

(Cisza —  dlaczego milczysz?
Jakże starannie ukryłeś tajemnicę twego początku.)

Pozwól mi wargi umoczyć
w źródlanej wodzie
odczuć świeżość,
ożywczą świeżość.

Jan Paweł II - Karol Wojtyła - Dzieci




Dorastają znienacka przez miłość i potem tak nagle dorośli
trzymając się za ręce wędrują w wielkim tłumie –
(serca schwytane jak ptaki, profile wrastają w ziemię i w półmrok).
Wiem, że w ich sercach bije tętno całej ludzkości.




Trzymając się za ręce, usiedli cicho nad brzegiem.
Pień drzewa i ziemia w księżycu: niedoszeptany tli trójkąt.
Mgły nie dźwignęły się jeszcze. Serca dzieci wyrastają nad rzekę.
Czy zawsze tak będzie – pytam – gdy wstaną stąd i pójdą?



Albo też jeszcze indziej: kielich światła nachylony wśród roślin
odsłania w każdej z nich jakieś przedtem nieznane dno.
Tego co w Was się zaczęło czy potraficie nie popsuć,
czy będziecie zawsze oddzielać dobro i zło?

niedziela, 18 sierpnia 2019

Ewa Lipska - Moja siostra

Michael Cheval


Moja siostra jeszcze nie wie
że świat skazany jest na atlas.
A atlas to ogromny talerz wiecznie głodny.
To żurnal państw skrojonych. Czasami niemodnych. 

Że wszystko nagle jest jasne kiedy wychodzi się z kina.
Że idee najlepiej leżą na manekinach. 

Że nie ma śmierci dla przykładu.
Że śmierć jest tylko dla natury.
Że chcąc oglądać niebo trzeba zanieść je przedtem do cenzury. 

Że największa wiedza jest w bibliotece przestrzeni.
Że miłość to jest miłość. A miłość to ogród.
Że trzeba w tym ogrodzie unikać jesieni.
Że nie da się w ogrodzie uniknąć jesieni. 

Że podziału komórek nikt już nie powstrzyma.
Że życie jest skończone kiedy się zaczyna. 

Że Izolda jest stara. Cierpi na reumatyzm.
Że historia to taki wielki kosz na śmieci.
Służy do przepadania dat i straszenia dzieci.

Że kiedy noc nam oczy na chwilę ocienia
to budzą się w nas ptaki z krzykiem: Ziemia! Ziemia!
I wtedy odkrywamy nowy ląd: Człowieka
który nam ciepłą rękę kładzie na powiekach...

Ale moja siostra już wie, że Ala ma kota.