Archiwum bloga

wtorek, 22 czerwca 2021

Philip Larkin ALBA (tłum. S. Barańczak)

 Philip Arthur Larkin (ur. 9 sierpnia 1922, zm. 2 grudnia 1985) – angielski poeta, pisarz i krytyk jazzowy.

Częstym tematem przewijającym się w jego twórczości jest śmierć.

Wiersz "Alba" też do nich należy, jest prawdziwy, choć przygnębiający, ale to nie znaczy, że należy go upchnąć gdzieś głęboko.... może warto zmierzyć się z tym co nieuchronne.      


Tyram cały dzień, potem piję, żeby zasnąć.
O czwartej budzę się w bezgłośny mrok i patrzę.
Za jakiś czas firanki ponakłuwa jasność.
Na razie widzę to, co jest właściwie zawsze:
Nieznającą spoczynku śmierć, w tej chwili bliższą
O cały jeden dzień, śmierć, która poza myślą\o tym, jak, gdzie i kiedy będę sam umierał.nie pozwala na inne. jałowe pytania,

 

 
Lecz groza śmierci, groza umierania
Ciągle na nowo błyska, dech w piersi zapiera.
Oślepia myśli ten błysk. Wyrzuty sumienia?
Nie, rzecz nie w żalu, że się wyrządziło mało
Dobra, skąpiło się komuś serca, 



bez zmrużenia oka trwoniło czas – i nie w tym, że się miało
Jedno życie, a całe zeszło na naprawach
Błędnych początków; nie to; raczej – ta jaskrawa
Pewność zupełnej pustki, tam, u kresu zniszczeń
I zniedołężnień: to, że tak totalnie człowiek
Nieobecnieje – tutaj, tam, gdziekolwiek –
I już wkrótce; nic nie jest straszliwsze, prawdziwsze.
 
Nie ma magicznych sztuczek, które by rozwiały
Ten jeden strach. Religia wmawiała jak mogła –
Rozsnuwając zmurszałe brokaty, chorały –
Że wcale nie umrzemy, a cała rzecz w modłach;
 
Z drugiej strony – ta słuszna na oko piosenka:
„Kto myśli racjonalnie, nie może się lękać
Czegoś, czego i tak nie będzie czuł” – jak gdyby
Brak dźwięku, woni, smaku, kontaktu, nadziei –
Narkoza, z której się nie przytomnieje –
Nie był właśnie istotą całej tej ohydy!
I tak to trwa, na samym skraju naszej wizji:
 
Rozmazana, nieostra plamka, która zważy
Chłodem każdy nasz impuls, zmrozi w brak decyzji.
Większość rzeczy nie zdarza się: lecz ta się zdarzy,
I zdanie sobie z tego sprawy jest tym ogniem,
Który buzuje w piecu naszych osamotnień,
 
Gdzie zmory widzi każdy, abstynent czy opój.
Nie straszyć innych – tyle znaczy odwaga.
Tobie – uniknąć grobu nie pomaga:
Śmierć jest śmiercią, czy skomlesz, czy stawiasz jej opór.
 
Z wolna wzmacnia się światło, pokój wyraźnieje.
To, co wiemy, co zawsze wiedzieliśmy, stoi
Przed oczami jak szafa: że nie ma nadziei
Ucieczki. Nikt nie przyjmuje tego jako swojej
Prawdy. Lecz będzie musiał. Tymczasem w uśpionych
Biurach przysiadły już do skoku telefony
 
I świat, ten wynajęty, zawiły kłąb zdarzeń
Ruszy zaraz, nie dbając, że kogoś z nas straci.
Niebo jest białe jak glina. Do pracy.
Listonosze już krążą jak czujni lekarze.

6 komentarzy:

BBM pisze...

Można sobie zatruć życie tu i teraz obsesją śmierci- tylko po co?! Mieć świadomość własnego odejścia a żyć tą świadomością- to jednak zupełnie co innego!

donka pisze...

Masz rację Matyldo, zgadzam się z Tobą....Są na pewno weselsze tematy niż śmierć.. Zatrzymałam się jednak przy tym wierszu.... może ze względu na obrazowość z jaką autor obsesyjnie rozmyśla o tym co się na pewno zdarzy - (...) Większość rzeczy nie zdarza się: lecz ta się zdarzy(...)
Pozdrawiam...
Czy to przez upały u Ciebie taka długa cisza?
.

BBM pisze...

To nie kwestia "weselsze" tylko można sobie zatruć resztę życia, jaka jeszcze została. To budzi mój sprzeciw.
Upał swoje robi, ale dziś się zmobilizowałam. Serdeczności podsyłam!😘

donka pisze...

Matyldo wybacz... usunęłam wczorajszy komentarz. Przez ten upał gotuje mi się w mózgu, dziś od rana to samo.... jeszcze w dodatku mam dziś szczepienie drugą dawką. A co do wiersza... ten blog jest m.in. własnie po to by czytać i poznawać poezję. Różną poezję.
Uściski.

BBM pisze...

Donko! Nie polemizuję z Twoimi wyborami wierszy- publikujesz takie, jakie chcesz. I dobrze. Zbuntowałam się jedynie przeciwko mrocznym wizjom poety.

Unknown pisze...

Tak, świadomość odejścia, a życie tą świadomością to dwie odrębne kwestie... między nimi jest normalny dzień do "zagospodarowania"... Malwina