i cytat z niedzielnego kalendarzyka to jakby o tym samym tylko trochę inaczej. -
Koniec i bomba.
Nie kochał – więc trąba.
Nie kochał – więc trąba.
Tak przeczytała pewna dziewczynka
w pamiątkowym albumie.
Co to znaczy kochać?
Pomyślała sobie, że kochać – to tylko dawać.
To znaczy:
Troszczyć się o kogoś,
Martwić się, czy ukochanego brzuch czasem nie boli,
Smarować komuś bułki grubo masłem,
Zasłonić szalikiem klosz od lampy, żeby światło nie raziło
i żeby nie mrugał w chorobie,
Załatwiać mu tysiące spraw tak szybko, że na jednej nodze,
Szyć mu rękawiczki po nocach, żeby mu nie zmarzł
mały palec u lewej ręki, bo podobno z niego największy zmarzlak.
Tymczasem kochać – to nie tylko dawać, ale i przyjmować.
Przyjmować:
Skrzywioną minę, kiedy ktoś wstanie lewą nogą z łóżka,
Deszcz, nawet wtedy, kiedy nie ma parasolki,
Stłuczony ulubiony talerz,
Ból zęba.
Przyjmować – to ufać, wierzyć, że Bóg daje wszystko to,
Co smuci, i to co cieszy: słoneczny dzień i ciężkie chmury,
Nie mówić jednym tchem przy końcu Ojcze nasz:
„alenaszbawodezłegoamen” – bo właśnie „amen” nie jest nigdy złe.
Amen trzeba mówić zawsze po kropce i oddzielnie.
Wiedzieć, że Bóg widzi nawet w ciemną noc czarną mrówkę na czarnym kamieniu.
Wiedzieć, że i ból jest czasem pożywny i smakuje.
Kochać – to nie tylko dawać, ale i przyjmować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz