Etykiety

sobota, 12 listopada 2022

Cyprian Kamil Norwid - Italiam, Italiam

 


1
Pod latyńskich żagli cieniem,
Myśli moja, płyń z aniołem,
Płyń, jak kiedyś ja płynąłem:
Za wspomnieniem - płyń spomnieniem...


2
Dookoła morze - morze -
Jak błękitu strop bez końca:
O! przejasne - pełne słońca.
Łodzi! wioseł!... Szczęść ci, Boże...


3
Płyń - a nie wróć-że mi z żalem
Od tych laurów tam różowych,
Gdzie Tass śpiewał Jeruzalem,
I od moich dni-laurowych...


4
O! po skarby cię wysłałem:
Cóż! gdy wrócisz mi z tęsknotą -
Wiem to, ale proszę o to -
Niech zapłaczę, że płakałem...


5
Pod latyńskich żagli cieniem,
Myśli moja, płyń z aniołem,
Płyń, jak kiedyś ja płynąłem:
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Za wspomnieniem - płyń wspomnieniem...


piątek, 11 listopada 2022

WISŁAWA SZYMBORSKA - Gawęda o miłości ziemi ojczystej

 

Jacek Malczewski


Bez tej mi­ło­ści moż­na żyć,
mieć ser­ce pu­ste jak orze­szek,
ma­lut­ki los na­parst­kiem pić
z dala od zgry­zot i po­cie­szeń,
na wła­sną mia­rę znać na­dzie­ję,
w mro­ku kry­jów­kę so­bie wić,
o bla­sku próch­na mó­wić „dnie­je”,
o bla­sku słoń­ca nic nie mó­wić.

Ja­kiej mi­ło­ści bra­kło im,
że są jak okno wy­pa­lo­ne,
roz­bi­te szkło, roz­wia­ny dym,
jak drze­wo z na­gła po­wa­lo­ne,
któ­re za płyt­ko wro­sło w zie­mię,
któ­re­mu wy­rwał wiatr ko­rze­nie
i jesz­cze żyje cząst­kę cza­su,
ale już tra­ci swe zie­le­nie
i już nie szu­mi w chó­rze lasu?


Zie­mio oj­czy­sta, zie­mio ja­sna,
nie będę po­wa­lo­nym drze­wem.
Co­dzien­nie moc­niej w cie­bie wra­stam
ra­do­ścią, smut­kiem, dumą, gnie­wem.
Nie będę jak ze­rwa­na nić.
Od­rzu­cam pu­sto­brz­mią­ce sło­wa.
Moż­na nie ko­chać cię – i żyć,
ale nie moż­na owo­co­wać.

Ta daw­ność jej w głę­bo­kich war­stwach...
Cza­sem po­środ­ku dro­gi sta­nę:
może nie­zna­nych pie­śni garst­ka
w skrzy­ni że­la­zem na­bi­ja­nej,
a może dzban, a może łuk
jesz­cze się w ło­nie zie­mi grze­je,
może pra­daw­ny domu próg
ten, któ­rym wkro­czy­li­śmy w dzie­je?


Stąd idę my­ślą w przy­szłe wie­ki,
wy­obra­że­nia nowe skła­dam.
Ka­mień le­żą­cy na dnie rze­ki
oglą­dam i kształt jego ba­dam.
Z tego ka­mie­nia rzeź­biarz przy­szły
wy­rzeź­bi gło­wę ró­wie­śni­ka.
Ten ka­mień leży w nur­cie Wi­sły,
a w nim po­tom­na twarz ukry­ta.


By na tej twa­rzy spo­kój był
i do­broć, i ro­zum­ny uśmiech,
na­ród mój nie ża­łu­je sił,
wal­czy i two­rzy, i nie uśnie.
Pier­ście­nie świetl­nych lat nad nami,
zie­mia oj­czy­sta pod sto­pa­mi.
Nie będę pta­kiem wy­pło­szo­ny­m a­ni jak pu­ste gniaz­do po nim.


Jacek Kaczmarski - Dylemat

 


W tej kamienicy, w której syn mój razem ze mną żył,
Drewniane schody, brudne ściany, kibla biel.
Mieszkał przez ścianę jakiś podejrzany dla mnie typ,
No, ale ja byłem w AK - a on w AL.


Na schodach mijaliśmy się nie mówiąc sobie nic.
Dopóki noża w brzuch nie wsadzi - wszystko gra!
A wszystko nas dzieliło - łączył nienawistny fryc,
No, ale tamten był w AL - a ja w AK.


Spotkania nielegalne tam za ścianą raz po raz,
A ja nic na to nie poradzę choć w łeb strzel!
Bo przecież Niemca nie nasadzę na sowiecki zjazd,
Nawet jeżeli ja w AK, a on w AL.




W tym czasie syn mój, Józef, znikał z domu dzień za dniem,
A od nieszczęścia strzegłem go, Bóg prawdę zna!
Wtem widzę: stoi w drzwiach sąsiada z rozpalonym łbem,
Choć tamten przecież był w AL - a ja w AK.


Zerżnąłem pasem syna, miał już siedemnaście lat,
Najlepszy wiek, żeby najgłupszy wybrać cel.
- Chcesz walczyć - walcz! Ale jak Polak, nie jak kat!
Przecież twój ojciec jest w AK - a on a AL!


Syn spojrzał na mnie i powiada, że chce Niemca bić,
I że Polaka powołanie dobrze zna.
A w czyim spełni je imieniu - nie robi mu nic,
Że był w AL - więc może też być i w AK.


A czas się zbliżał, każdy czuł, że już nam ziemia drży
I okna domów cieły świat jak okna cel!
Tamci do lasu szli, a na ulice szliśmy my,
Bo my w AK - a oni byli wszak w AL!


No i się stało, co się stało, co się miało stać,
I syn mój zginął - ciężko rzec - pierwszego dnia.
Nie trzeba było mi chłopaka do powstania brać,
No, ale nie był już w AL - już był w AK.


Ktoś powie - nie on jeden! Tak, lecz dla mnie właśnie on!
Nieszczęścia jakoś sprawiedliwiej, Boże - dziel!
Byleby żył! Za wcześnie Panie Twój ogląda tron!
Byleby żył! Niechby już sobie był w AL!


czwartek, 10 listopada 2022

Czesław Miłosz - Oset, pokrzywa, łopuch, belladonna -

 

Caspar David Friedrich

***

Oset, pokrzywa, łopuch, belladonna
Mają przyszłość. Ich są pustkowia
I zardzewiałe tory, niebo, cisza.


Kim będę dla ludzi wiele pokoleń po mnie
Kiedy po zgiełku języków weźmie nagrodę cisza?


Miał mnie odkupić dar układania słów
Ale muszę być gotów na ziemię bez-gramatyczną.


Z ostem, pokrzywą, łopuchem, belladonną,
Nad którym wietrzyk, senny obłok, cisza.


Czesław Miłosz.


wtorek, 8 listopada 2022

Pani od biblioteki /Jotka / - Bez słów




Jednym słowem można zgasić nadzieję
Słowa zranią lub duszę rozgrzeją
Słowa radość niosą lub smutek.
Jednym słowem można wiarę przywrócić.             


Choćbyś zebrał całe bogactwo
słów przecudnych, prawdziwe klejnoty,
nie podsycisz uczuć, gdy gasną,
nie zagłuszysz rosnącej tęsknoty.


Kiedy miłość zaklęta w słowa
nie odnajdziesz w niej iskry płomienia.
Lecz niekiedy, gdy słowa przybledną
tlą się jeszcze o czułości marzenia.


Bo nie słowem się miłość mierzy,
wiele słów zapisano, wyryto.
W szczerość słowa nikt już nie wierzy,
błahych przysiąg nikt nie pamięta.



Kiedy słowa nic już nie znaczą
nie powtarzaj banałów i przysiąg.
Zimnym okiem niewiele zobaczysz,
patrząc sercem, odnajdziesz wszystko:


dawną czułość w dotyk zaklętą,
oczu blask, ust smak w pocałunku
zapach włosów, ramiona co tęsknią
za bliskością wzajemną, namiętną.


Tylko wtedy, kiedy odnajdziesz
ślad chwili, za którą oddałbyś życie,
stwierdzisz pewnie, że było warto
to wspomnienie trzymać w ukryciu.

Jotka

poniedziałek, 7 listopada 2022

Ludwik Jerzy Kern - Zapolemizujmy

 





Toniemy w słów powodzi,
Toniemy w powodzi słów -
Jakże często wzbudza mój podziw
To, co przez usta ludziom wychodzi
Z głów.


Te wszystkie wdzięczne ple-ple,
Te cudne gadu-gadu,
Te kwiatki, które co dzień włączają się w mowobieg.
I słyszę, że gdzieś wzrosło ZAMASZYNOWIENIE ZAKŁADU
Przy jednoczesnym SPADKU DZIETNOŚCI POLSKICH KOBIET.



Za chwilę słucham wywodów
Prowincjonalnej klępy,
Że mają OSTRY DEFICYT...
Ostry?
A czemu nie tępy?


Potem pewien właściciel
Upierścienionej ręki
Zapewnia mnie, że jego koleś
PRAWIDŁOWO ZAFRAZOWAŁ TREŚĆ PIOSENKI..

.
Wyłączyłem w domu wszystko to, co grało,
Ale radio u sąsiada jest na piętrze,
I to radio mnie przez sufit przekonało,
Że USPRZĘTOWIENIE MAMY CORAZ WIĘKSZE.


I co z tego, że ja zatkam sobie uszy,
Że swe palce aż do bólu będę gryzł ja,
Kiedy dźwięczy mi od środka,
Wewnątrz duszy,
Fakt, że gdzieś ZARZUTOWAŁA JUŻ DECYZJA.


A w dodatku kaloryfer mi nawala,
"Palacz - myślę - pijak, nicpoń, kawał drania".
Ale nie,
Komisja zjawia się,
Ustala,
Że to CZYNNIK GRZEJNY NIE STANĄŁ
NA WYSOKOŚCI ZADANIA!

niedziela, 6 listopada 2022

sobota, 5 listopada 2022

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.



 

Wasyl Symonenko - wiersze

 


Wasyl Symonenko (ukr. ВасильСимоненко), ur. 8 stycznia 1935 w Bijiwcach, zm. 14 grudnia 1963 w Czerkasach. 

Ukraiński poeta, dziennikarz, działacz ukraińskiego ruchu oporu, autor liryków osobistych i patriotycznych, m.in. skierowanych przeciwko totalitaryzmowi. 

W 1963 r. Symonenko został ciężko pobity przez pracowników miejscowej milicji na stacji kolejowej Smiła . Nigdy nie wyzdrowiał z niewydolności nerek i zmarł wkrótce potem w miejscowym szpitalu 13 grudnia 1963 roku.


Człowiekiem jesteś


Jesteś człowiekiem
Człowiekiem jesteś,
Czy wiesz?
Powiedz, wiesz to czy nie?


Ten uśmiech twoim jest,

Ta męka twoją jest,
Te oczy są także twe.
Jutro już cię nie będzie,

Jutro na świecie tym
Wciąż istnieć będą ludzie,
Wciąż kochać będą ludzie,
Lecz inni- już nie ty.

Dzisiaj twoje są nieba,
Twoje  lasy i stepy.
Więc śpiesz się, bo żyć trzeba
Śpiesz się, bo kochać trzeba,

Nie przegap swoich dni.
Jesteś, choć dola marna

I wiedz to- chcesz, czy nie
Twój uśmiech niepowtarzalny,
Twa męka niepowtarzalna
I takież są oczy twe.



***

Obeliski z granitu, jak meduzy,
Pełzły, pełzły i straciły siły.
Na cmentarzu rozstrzelanych złudzeń
Już nie ma miejsca na mogiły.

Miliardy wiar  - zagrzebane w czarnoziem,
Miliardy szczęść - na proch porozwiewane...
Dusza płonie, okrutny rozum płonie
I rechocze na wietrze nienawiść.

Gdyby przejrzeli wszyscy ogłupieni,
Gdyby wszyscy zabici powstali,
Nieba szare od przekleństw sklepienie
Musiałoby ze wstydu się zwalić.

Drżyjcie, zabójcy, pomyślcie sługusi,
Życie się na wasze  kopyto nie przerobi.
Słyszycie? – Na cmentarzu iluzji
Już nie ma miejsca dla mogił.

Już naród to jedna wspólna rana,
Już krwią dyszy ziemia nasączona,
I na każdego kata i tyrana
Czeka pętla i czeka konar.

Rozdarci, zaszczuci, zabici
Powstają i będzie dzień sądny,
I ich przekleństwa, złe, niesamowite,
Spadną na dusze spleśniałe i syte,


I będą na drzewach wisieć
Apostołowie obłudy i zbrodni.

Krzysztof Cezary Buszman - TAKIM BYĆ


Dobrze by takim było być
Szczęśliwym, lecz nie ogłupiałym
I prostym, ale nie prostakiem
I mądrym, nie zarozumiałym.


Wymagającym, nie tyranem
I kochającym, nie kochliwym
Dostojnym być, lecz nie wyniosłym
I dobrym, a nie pobłażliwym.

Co dnia wierzę, że - uda się.
Odważnym, a nie hardym być
Stanowczym, ale nie upartym
I ufnym być, lecz nie naiwnym

Nie złotym, ale czegoś wartym.
Służebnym być, lecz nie służalczym
Troskliwym, ale nie nachalnym
Człowiekiem ludzkim nade wszystko


Choć niekoniecznie idealnym.


10 lipca 2005 Sopot

piątek, 4 listopada 2022

Jan Brzechwa - Żaba


Pewna żaba
Była słaba
Więc przychodzi do doktora
I powiada, że jest chora.

Doktor włożył okulary,
Bo już był cokolwiek stary,
Potem ją dokładnie zbadał,
No, i wreszcie tak powiada:

„Pani zanadto się poci,
Niech pani unika wilgoci,
Niech pani się czasem nie kąpie,
Niech pani nie siada przy pompie,
Niech pani deszczu unika,
Niech pani nie pływa w strumykach,
Niech pani wody nie pija,
Niech pani kałuże omija,
Niech pani nie myje się z rana,
Niech pani, pani kochana,
Na siebie chucha i dmucha,
Bo pani musi być sucha!”


Wraca żaba od doktora,
Myśli sobie: „Jestem chora,
A doktora chora słucha,
Mam być sucha – będę sucha!”
Leczyła się żaba, leczyła,
Suszyła się długo, suszyła,
Aż wyschła tak, że po troszku
Została z niej garstka proszku.


A doktor drapie się w ucho:
„Nie uszło jej to na sucho!”

czwartek, 3 listopada 2022

Amdrzej Waligórski - Realizm






...a jak kiedyś wyjdziemy z długów
I kłopotów będziemy mieć mniej,
To ci kupię suknię taką długą,
Jaką kiedyś miała Doris Day,
A do tego śliczny płaszcz szeroki,
Pantofelki na szpilkach i szal,
A dla siebie - wytworny smoking,
I pójdziemy oboje na bal.

Na nasz widok cała sala westchnie
I zaszepce: - Ach, jak im się powodzi!
Spójrzcie tylko, jacy oni piękni,
Jacy eleganccy i młodzi...
A my młodzi nie będziemy już wtedy;
Siwe włosy mieć będziemy na skroniach,
Tyle tylko, że wyjdziemy z biedy,
Tyle tylko, że będziemy spokojni...
A nasz syn będzie mądry i duży
I mieć będzie jakąś śliczną dziewczynę,
I w tysiące kolorowych podróży
Wyjedziemy z tą dziewczyną i z synem.
Zobaczymy morza, wyspy i palmy,
Dobre kraje wiecznego ciepła...
Słuchaj, przecież to jest całkiem realne,

Tylko nie śmiej się.
A zwłaszcza nie płacz...

środa, 2 listopada 2022

Halina Poświatowska***

 


Leopold Staff - Życie bez zdarzeń

 

Nie zapominajmy  poezji Leopolda Staffa….. jego twórczość ginie, zmieniają się „mody poetyckie” pojawiają się coraz to nowe nazwiska , nowi poeci. Ale poezja Leopolda Staffa się nie zmienia, jest zawsze piękna , tylko trzeba umieć to piękno  dostrzec. 






Życie bez

zdarzeń 


Przyszedłem z pieśnią – pójdę bez słów
I długo milczeć będę…
Odejdę od was, by wrócić znów,
I przy was już osiędę…


Zwyczajna będzie ma noc i mój dzień,
Bez zdarzeń tygodnie, miesiące;
Czasem z chmur padnie przelotny cień,
A czasem blask rzuci słońce…


Będę do pracy szedł w ranny świt
I wracał o wieczorze,
Nic mnie nie będzie gnębić zbyt,
Gdy do snu się położę…


W święto na pola zwrócę krok
Patrzeć, jak sad dojrzewa,
Jak w gronach winnych wzbiera sok,
I słuchać jak ptak śpiewa


A gdy mi myśli w smutku mgle
Rozprószą się w rozsypce,
Grać będę stare piosnki swe
Na swojej dobrej skrzypce.


Ludzie niejeden zbiorą plon,
Niejedni pojmą się młodzi,
Niejeden starzec pójdzie w zgon,
Niejedno się dziecie urodzi…


Aż szlakiem swych wiosennych dróg
Młodość jak ptak uleci…
Nieznacznie żal się wciśnie w mój próg,
Że nie mam żony ni dzieci…


Z czasem, jak ojciec mój i mój dziad,
Będę miał siwe włosy…
Zbytnich rozkoszy nie da mi świat
Ni twarde zbyt dotkną mnie losy.


Gdy stary będę, poznam, że mnie
Nie różni nic od braci…
Nie było dobrze, ani źle,
Nikt mną nie zyskał, ni traci…


Żaden mym oczom nie błysnął cud,
Nic z mroku się nie wyłania,
Nici splątane w węzłach złud
Nie mają rozwiązania…

A jednak poznam, gdy śmierć do snu
Gasić mi będzie blask powiek,
Żem widział rzeczy, których tu
Nie widział żaden człowiek…

wtorek, 1 listopada 2022