Etykiety

poniedziałek, 21 grudnia 2020

CZESŁAW MIŁOSZ - Uczeni

 



Pięk­no przy­ro­dy jest po­dej­rza­ne.
No tak, prze­pych kwia­tów.

Na­uka dba o po­zba­wia­nie nas ilu­zji.
Na­wet nie wia­do­mo, cze­mu jej tak na tym za­le­ży.
Wal­ki ge­nów, ce­chy za­pew­nia­ją­ce suk­ces,
Zysk i stra­ta.
 

Ja­kim ję­zy­kiem, na Boga, prze­ma­wia­ją ci lu­dzie
W bia­łych ki­tlach? Ka­rol Dar­win
Czuł przy­naj­mniej wy­rzu­ty su­mie­nia
Ogła­sza­jąc swo­ją teo­rię, jak mó­wił, dia­bel­ską.

A oni co? Ich to prze­cie po­mysł:
Po­se­gre­go­wać szczu­ry w osob­nych klat­kach,
Po­se­gre­go­wać lu­dzi, nie­któ­re ich ga­tun­ki
Od­pi­sać na ge­ne­tycz­ne stra­ty oraz wy­truć.

"Py­cha pa­wia jest chwa­łą Boga" - pi­sał Wil­liam Bla­ke.
Kie­dyś cie­szy­ło nam oczy
Bez­in­te­re­sow­ne pięk­no, z sa­me­go nad­mia­ru.
A co nam zo­sta­wi­li? Tyl­ko ra­chun­ko­wość
Ka­pi­ta­li­stycz­ne­go przed­się­bior­stwa
.

TADEUSZ RÓŻEWICZ - Oczyszczenie

 

 

Nie wstydź­cie się łez
Nie wstydź­cie się łez mło­do­ści po­eci.

Za­chwy­caj­cie się księ­ży­cem
Nocą księ­ży­co­wą
Czy­stą mi­ło­ścią i pie­niem sło­wi­ka.

Nie bój­cie się wnie­bo­wzię­cia
Się­gaj­cie po gwiaz­dę
Po­rów­nuj­cie oczy do gwiazd.

Wzru­szaj­cie się pier­wiosn­kiem
Po­ma­rań­czo­wym mo­ty­lem
Wscho­dem i za­cho­dem słoń­ca.

Syp­cie groch ła­god­nym go­łę­biom
Ob­ser­wuj­cie z uśmie­chem
Psy kwia­ty no­so­roż­ce i lo­ko­mo­ty­wy.

Roz­ma­wiaj­cie o ide­ałach
De­kla­muj­cie odę do mło­do­ści
Ufaj­cie ob­ce­mu prze­cho­dnio­wi.

Na­iw­ni uwie­rzy­cie w pięk­no
Wzru­sze­ni uwie­rzy­cie w czło­wie­ka.

Nie wstydź­cie się łez
Nie wstydź­cie się łez mło­dzi po­eci.

mal; Agnolo Bronzino (1503 – 1563)


Kazimiera Iłłakowiczówna - Chore serce

 


Serce przez jastrzębia rozdarte

przestało boleć;

może jeszcze odkwitnąć zechce,
może się rozraduje powoli.

Podaję mu

książki, miód, mleko, łagodne akwarele...

Leż mi cichutko;

uderzaj niegłośno,

może cię rozweselę!


niedziela, 20 grudnia 2020

Wisława Szymborska - przyczynek do statystyki


 

Na stu ludzi

wiedzących wszystko lepiej
- pięćdziesięciu dwóch;

niepewnych każdego kroku
- prawie cała reszta;

gotowych pomóc,
o ile nie potrwa to długo
- aż czterdziestu dziewięciu;

dobrych zawsze,
bo nie potrafią inaczej
- czterech, no może pięciu;

skłonnych do podziwu bez zawiści
- osiemnastu;

żyjących w stałej trwodze przed kimś albo czymś
- siedemdziesięciu siedmiu;

uzdolnionych do szczęścia
- dwudziestu kilku najwyżej;

niegroźnych pojedynczo, dziczejących w tłumie
- ponad połowa na pewno;

okrutnych,
kiedy zmuszą ich okoliczności
- tego lepiej nie wiedzieć
nawet w przybliżeniu;

mądrych po szkodzie
- niewielu więcej
niż mądrych przed szkodą;

niczego nie biorących z życia oprócz rzeczy
- czterdziestu,
chociaż chciałabym się mylić;

skulonych, obolałych i bez latarki w ciemności
- osiemdziesięciu trzech
prędzej czy później;

godnych współczucia
- dziewięćdziesięciu dziewięciu;

śmiertelnych

śmiertelnych
- stu na stu.
Liczba, która jak dotąd nie ulega zmianie.


mal. Katarzyna Karpowicz


sobota, 19 grudnia 2020

Yeats William Butler – Kiedy już siwa twa głowa

 


Kiedy już siwa twa głowa, osnuta snem, zamyśleniem,
Pochyli się nad kominkiem, weź w ręce tę książkę i czytaj,

Czytaj powoli i wspomnij, jak niegdyś twój uśmiech rozkwitał,
I wspomnij, jakim głębokim oczy mroczyły się cieniem.
 
I wspomnij, jak wielu kochało uśmiech łagodny i jasny,
Kochało — szczerze lub złudnie — czar, co radość twą zdobił.

Lecz jeden człowiek miłował duszę wędrowną w tobie
I wtedy miłował najbardziej, 
gdy w żalu twe oczy gasły.



Schylając się nisko, nisko ponad tlejącym ogniskiem,

Pomyśl, trochę ze smutkiem, o tym, jak miłość odeszła.

Czy uleciała na skrzydłach, by w górach wysokich zamieszkać?

Czy może twarz swą ukryła wśród gwiazd zamieci srebrzystej?


Przełożył: Zygmunt Kubiak


Z cyklu MOJE ZEGARY - V


 

piątek, 18 grudnia 2020

Wiliam Butler Yeats - KOBIETA MŁODA I STARA

 

mal.Lorraine Dell Wood 


Jeżeli czernię sobie rzęsy
I szminką barwię usta,
Jeśli oczom przydaję blasku
I chodzę od lustra do lustra,
Sprawdzając, czy tak dobrze,
To nie jest próżność z mej strony:
Szukam twarzy, jaką miałam wówczas,
Nim świat został stworzony.

I  cóż, jeśli patrzę na mężczyznę,
Jak gdybym go kochała,
Choć zachowuję zimną krew
I serce mam jak skała?
 

Czy pomyśli, że jestem okrutna
Lub że został zwiedziony?
Chcę, żeby kochał tę, którą byłam,
Nim świat został stworzony.

przekład - Ludmiła Marjańska

Monika Kunstman - Epikryza

 



Kiedyś miałam nadzieję
Miała smak miętowy
Zapach ogórków po burzy
Kuchni z cynamonem
I w dotyku jak krople rosy ręką w mokrej trawie
Albo jak czysta chłodna pościel zanim przyszedł sen

Nie wiem jakie na ciebie czekają kuchnie i zapachy
Jakie chmury w dzień letni biedronki w ogrodzie
Piórka w trawie jakich patyków i sznurków
Pełne kieszenie jakie potwory w ciemnych kątach nocą




Synku

Wkładam cię do koszyka na wodę przyszłości
Płynie ku brzegom nieznanym
Tak tu cicho noc szpital lampki aparatów
Cicho stąpa personel i unosi brwi
Dyskretny uśmiechnięty profesjonalnie ślepy głuchy
I niemy tylko szepty tam gdzie trzeba krzyczeć

Sekundy tną jak nóż do rozcinania papieru
Kartka po kartce twoja strona niezapisana
Na mojej
Czarne bazgroły i nie ma już miejsca
Na czyste wyraźne linie stół komin i dom
I słoneczko


Maleńki

Masz jak twój ojciec oczy w kształcie migdałów
Ciemne brwi mojej matki
Ale pozostają ci jeszcze inne krzywizny odcienie
Akcenty barwa głosu gesty i uśmiechy

Te już będą zwierciadłem całkiem innych światów

Mój palec zaciśnięty w twojej piąstce synku
To tylko odruch atawizm bez cienia świadomości
I może bez znaczenia - ale także
To twardy fakt: trzymasz mnie za rękę
Mój palec twoja mała dłoń jeszcze chwilę sekundę

Może pani wróci do siebie tu będzie wizyta


Już ranek

"Matka wypisana z oddziału na własne żądanie przed
ukończeniem drugiej doby po porodzie siłami natury.
Pozostawia w szpitalu dziecko własne, urodzone dnia...
Stan zdrowia dziecka dobry.
Poinformowana o przysługujących jej prawach i postępowaniu.
Dane osobowe oraz oświadczenie w załączeniu."

                        W załączeniu:   

                        Pustka

                             

 mal. Krzysztof Iwin       

czwartek, 17 grudnia 2020

Tadeusz Borowski - Tak mi się twoja twarz rozpływa

 



Tak mi się twoja twarz rozpływa
i niknie we mnie jak widnokrąg,
z którego odejść trzeba.
 
Głos twój, twe oczy,
uśmiech jak przelotny wiatr,
gdy się o twarz ociera,
jeszcze drży we mnie i jak ptak,
który tak lekko i ostrożnie
w powietrzu waży się,
jak gdyby oddechem był
ulata ze mnie,
rozpływa się i niknie.
 
Próżno
ty wiesz, że w szyby nocnej czerń
jak w życie swoje dawne patrzę,
lecz ciebie tam już nie ma.
Tylko mgła, która w górę się podnosi 




Leopold Staff - Życie bez zdarzeń / Los


Życie bez zdarzeń

Przyszedłem z pieśnią – pójdę bez słów
I długo milczeć będę…
Odejdę od was, by wrócić znów,
I przy was już osiędę… 

Zwyczajna będzie ma noc i mój dzień,
Bez zdarzeń tygodnie, miesiące;
Czasem z chmur padnie przelotny cień,
A czasem blask rzuci słońce…

Będę do pracy szedł w ranny świt
I wracał o wieczorze,
Nic mnie nie będzie gnębić zbyt,
Gdy do snu się położę…

W święto na pola zwrócę krok
Patrzeć, jak sad dojrzewa,
Jak w gronach winnych wzbiera sok,
I słuchać jak ptak śpiewa…

A gdy mi myśli w smutku mgle
Rozprószą się w rozsypce,
Grać będę stare piosnki swe
Na swojej dobrej skrzypce.

Ludzie niejeden zbiorą plon,
Niejedni pojmą się młodzi,
Niejeden starzec pójdzie w zgon,
Niejedno się dziecie urodzi…

Aż szlakiem swych wiosennych dróg
Młodość jak ptak uleci…
Nieznacznie żal się wciśnie w mój próg,
Że nie mam żony ni dzieci…

Z czasem, jak ojciec mój i mój dziad,
Będę miał siwe włosy…
Zbytnich rozkoszy nie da mi świat
Ni twarde zbyt dotkną mnie losy.

Gdy stary będę, poznam, że mnie
Nie różni nic od braci…
Nie było dobrze, ani źle,
Nikt mną nie zyskał, ni traci


Żaden mym oczom nie błysnął cud,
Nic z mroku się nie wyłania,
Nici splątane w węzłach złud
Nie mają rozwiązania…

A jednak poznam, gdy śmierć do snu
Gasić mi będzie blask powiek,
Żem widział rzeczy, których tu
Nie widział żaden człowiek…

mal. Nenad Mirkovich 

LOS

Dla siebie los nas stworzył dwoje,
Lecz nas rozdzielił traf żywota
I twe słodycze nie są moje,
Nie mój twój uścisk i pieszczota.


Żyjemy jeno w snach o sobie,
Gdzieś na wyżynach ponad światem,
Gdzie nawet uśmiech jest w żałobie,
Gdzie zimno wiosną jest i latem.

Róż szczęsnym kwieciem nie wieńczone,
Lecz nad łzy wyższe i dumniejsze,
Sięgają w niebo po koronę
Gwiazd serca nasze nietutejsze.

Tam się kochamy bladzi, niemi,
Oczarowani przez cisz głusze,
Jak jeszcze nigdy się na ziemi
Dwie ludzkie nie kochały dusze.

Niechaj tęsknoty wiecznej siła
Przepoi istność naszą całą,
By miłość bólem nagrodziła
To, czego szczęście nam nie dało.


mal.Igor Goncharov

wtorek, 15 grudnia 2020

Z cyklu - MOJE ZEGARY: IV




Anna Kamieńska - CZAS

 
Czas mój ..twój ..
a może nasz
czas biegnie uliczkami
prostymi, krętymi
omija kałuże
szczęścia i goryczy
czekamy na czas
który goni nieustannie nas
wylicza ....
sekundy
minuty
godziny
biegnie i biegnie dogonić się
nie może 

prysła
iskierka nadziei

stop stoi czas


mal. Anna Bajon

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Jan Twardowski wspomina przyjaźń z Anną Kamieńską

 

 







(…..) Annę Kamieńską poznałem przed wielu laty, w 1955 r. Zaprzyjaźniliśmy się znacznie później, po śmierci jej męża, poety Jana Śpiewaka (zm. 1967 r.). Wcześniej, była to znajomość księdza piszącego wiersze z małżeństwem znanych poetów…)

(……)Niespodziewanie Jan Śpiewak zachorował na raka. Kilkakrotnie byłem u niego w szpitalu. Zawsze zastawałem tam czuwającą Annę. Pogrążona w cierpieniu, wydawała się nikogo nie dostrzegać. Czasem wracaliśmy razem ze szpitala. Był to z pewnością najtrudniejszy okres w jej życiu…..)

(…..)Byłem przy Janie kiedy umierał….) (….)Cierpienie zawładnęło nią do tego stopnia, że szybko zrozumiała, iż musi z nim walczyć. Potrzebowała rozmowy i właśnie w tym czasie zaprzyjaźniliśmy się. Często jeździliśmy na grób Jana na Powązki. Wędrując od grobu do grobu rozmawialiśmy o wierze, Bogu, fragmentach Pisma Świętego, o liturgii, a także o literaturze. Nigdy nie zabrakło nam tematów. Było w tym coś niezwykłego. Odwiedzaliśmy nie tylko groby bliskich, znajomych czy pisarzy, ale także te zapomniane i opuszczone…..)

(….)W Annie zaczęła budzić się wiara….) (…..)Może nasza przyjaźń przyczyniła się do jej nawrócenia, ale to nie ja ją nawracałem. Ja nie umiem nawracać. Pan Bóg nawraca.….)

(….)Anna była człowiekiem niezwykle wrażliwym na potrzeby ludzkie…..).

(….)Była niezwykłą i świętą kobietą. Mogę powiedzieć – taki murowany człowiek, a jakże subtelny w przyjaźni. Takich ludzi już nie ma.

Popularną poetką stała się dopiero pod koniec życia. Pod koniec życia często zapraszano ją na spotkania w różnych kościołach.

Teraz już nieboszczka, tylko, że straciła popularność. Tak się dzieje po śmierci... Człowiek umiera dwa razy. 

Raz, kiedy umiera naturalnie, a drugi raz, gdy umierają jego przyjaciele. Ale są takie chwile, że nagle odżywa o nich pamięć. Norwid po śmierci ożył, Przesmycki go odkrył. I po latach czyśćca poszedł do nieba.

(……)Anna Kamieńska była dla mnie darem od Pana Boga. Uważam, że nie ma spotkań przypadkowych. Bóg stawia człowiekowi na drodze przyjaciela i dopiero po pewnym czasie orientujemy się, co nam chciał przez niego powiedzieć. Do dzisiaj upraszcza się, gdy mówi się o Kamieńskiej jako o poetce katolickiej. Całość jej poezji odsłania dramat ludzkiej egzystencji, ale nie jest to widzenie katastroficzne.
Poświęciłem Annie wiersz „Śpieszmy się”. Teraz jest najbardziej popularny, przydaje się na wesele, ślub i na pogrzeb. Słowa „Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą” stały się niezmiernie popularnym aforyzmem.

Niedawno usłyszałem je w zakrystii, dokąd przyszła młoda dziewczyna i powiedziała: – Proszę o ślub. Jak najszybciej. Spojrzałem na nią podejrzliwie i zapytałem: – Skąd ten pośpiech? – Słyszał ksiądz to powiedzenie: „Śpieszmy się…”? Spieszę się, żeby mi nie uciekł…

Krążą legendy, że wiersz ten napisałem po śmierci Anny. To nieprawda, pisałem go kilka lat wcześniej. Napisała nawet odpowiedź na ten wiersz. Prowadziliśmy czasem dialog wierszami.

Pewnego dnia niespodziewanie zachorowała na serce. Poszła do szpitala. Dostała świetny wynik, który pozwolił jej wrócić do domu. Trzymała w ręku świadectwo lekarskie i z tym świadectwem umarła: 

„Spieszyłam się a nie zdążyłam, kochać…” – oto jest odpowiedź Anny na mój wiersz.

Miłość może być nie wzajemna, taka nieszczęśliwa. 

Przyjaźń jest zawsze wzajemna, bo inaczej nie ma przyjaźni.

Przyjaźń z Anną Kamieńską była dla mnie niezwykłą przyjaźnią. To była przyjaźń nadprzyrodzona. Jedyna i najważniejsza przyjaźń w moim życiu, taka szlachetna, duchowa…..)

 

 ŚPIESZMY SIĘ 

Wiersz wszystkim nam znany, pisany przez Jana Twardowskiego jak 
przyznawał dla Anny Kamieńskiej 

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą 
zostaną po nich buty i telefon głuchy 
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze 
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje 
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna 
jak uroczystość urodzona najprościej z rozpaczy 
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna 
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście 
przychodzi jednocześnie jak patos i humor 
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej 
tak szybko stad odchodzą jak drozd milkną w lipcu 
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon 
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy 
chociaż większym ryzykiem rodzić się nie umierać 
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze 
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą 
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą 
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości 
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza

 

 Anna Kamieńska w odpowiedzi ks. J. Twardowskiemu

PUSTE MIEJSCA

Nikogo nie zdążyłam kochać 
choć się tak śpieszyłam 
jakbym musiała kochać tylko puste miejsca 
zwisające rękawy bez objęcia ramion 
opuszczony przez głowę beret 
fotel który powinien także wstać i wyjść z pokoju 
książki już nie dotykane 
grzebień z pozostawionym srebrnym włosem 
łóżeczka z których niemowlęta wyrosły i poszły 
szuflady niepotrzebnych rzeczy 
fajkę z ustnikiem pogryzionym 
buty zachowujące kształt stopy 
co odeszła boso 
słuchawkę telefonu gdzie ogłuchły głosy 
tak się śpieszyłam kochać 
i oczywiście nie zdążyłam 


Claude Roy - Naprawdę mam czas

 


Brakuje mi tchu brak sił coraz mniej zapału

Ale już się nie spieszę  Mam czas na czekanie

Odkąd zrobiło się późno naprawdę mam czas

 

Jestem jak człowiek który po dniu pracy

rozmyśla siedząc z dłońmi na kolanach

o tym co musi zrobić 

wszystko w swoim czasie

 

jeżeli źródło czasu przysporzy mu dni

 

25 grudnia 1982


mal. Caras Ionut