Etykiety

poniedziałek, 10 października 2022

Włodzimierz Wysocki - Nie lubię

 

Nie lubię gdy mi mówią po imieniu
Gdy w zdaniu jest co drugie słowo - brat
Nie lubię gdy mnie klepią po ramieniu
Z uśmiechem wykrzykując - kopę lat!

Nie lubię gdy czytają moje listy
Przez ramię odczytując treść ich kart
Nie lubię tych co myślą że na wszystko
Najlepszy jest cios w pochylony kark

Nie znoszę gdy do czegoś ktoś mnie zmusza

Nie znoszę gdy na litość brać mnie chce
Nie znoszę gdy z butami lezą w duszę
Tym bardziej gdy mi napluć w nią starają się
Nie znoszę much co żywią się krwią świeżą
Nie znoszę psów co szarpią mięsa strzęp
Nie znoszę tych co tępo w siebie wierzą
Gdy nawet już ich dławi własny pęd!


Nie cierpię poczucia bezradności
Z jakim zaszczute zwierzę patrzy w lufy strzelb
Nie cierpię zbiegów złych okoliczności
Co pojawiają się gdy ktoś osiąga cel
Nie cierpię więc niewyjaśnionych przyczyn
Nie cierpię niepowetowanych strat
Nie cierpię liczyć niespełnionych życzeń
Nim mi ostatnie uprzejmy spełni kat


Ja nienawidzę gdy przerwie mi rozmowę
W słuchawce suchy metaliczny szczęk
Ja nienawidzę strzałów w tył głowy
Do salw w powietrzu czuję tylko wstręt
Ja nienawidzę siebie kiedy tchórzę
Gdy wytłumaczeń dla łajdactw szukam swych
Kiedy uśmiecham się do tych którym służę
choć z całej duszy nienawidzę ich!

tłum. Jacek Kaczmarski.




ks. Jan Twardowski - O uśmiechu w kościele


Nie płacz, że coś się skończyło, tylko uśmiechaj się, 

że ci się to przytrafiło.

Autor: Gabriel García Márquez


W kościele trzeba się od czasu do czasu uśmiechać

do Matki Najświętszej która stoi na wężu jak na wysokich obcasach

do świętego Antoniego przy którym wiszą blaszane
wota jak meksykańskie maski

do skrupulanta który stale dmucha spowiednikowi w pompkę ucha

do mizernego kleryka którego karmią piersi teologii


do małżonków którzy wchodząc do kruchty pluszczą
w kropielnicy obrączki jak złote rybki

do kazania które się jeszcze nie rozpoczęło a już skończyło
do tych co świąt nie przeżywają ale przeżuwają
do moralisty który nawet w czasie adoracji chrupie kość morału
do dzieci które się pomyliły i zaczęły recytować:
Aniele Boży nie budź mnie niech ja najdłużej śpię

do pięciu pań chudych i do pięciu pań grubych
do zakochanych którzy porozkręcali swoje serca na części czułe
do egzystencjalisty który jak rudy lis przenosi
samotność z jednego miejsca na drugie

do podstarzałej łzy która się suszy na konfesjonale
do ideologa który wygląda jak strach na ludzi

z tomu "Znaki ufności"

sobota, 8 października 2022

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.

 


Kazimierz Przerwa-Tetmajer - (1909 Rok)






Przeminął czas, przeminął czas
co się nie stało życiem w nas,
już się nie ucieleśni.
młodości tęsknych pieśni,


I tylko jedne w sobie ma
różnicę późna pora:
młodość do jutra tęskni dnia,
wiek męski śni o wczora...


Lecz duszy się nie zmienia głos,
czym rodzisz się, tym giniesz,
a komu tak przeznaczył los:
ujrzysz, zrozumiesz - - miniesz.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

piątek, 7 października 2022

Leopold Staff - Radość i smutek szczęścia chwili (fragment)




Między pieśnią przerwaną a zbudzonym echem,

Falą i nagą stopą, co wnet się zanurzy,

Przyjściem listu i zdjęciem pieczęci z pośpiechem,

Pomiędzy zaproszeniem i rankiem podróży,

Między wzniesioną dłonią a owocem drzew

Śpi szczęście, co najsłodsze deszcze daje łonu,

Między wargą a czarą, gdzie wina lśni krew...

Lecz wszelką radość płaci się smutkiem jej zgonu.

Leopold Staff

Zbigniew Herbert - Czas (fragment)

 
Czas jak łagodna woda w której
chwieją się twarze krajobrazu
niebo przepływa bystrą chmurą
lecz ludzie lądy pozostają
do dna jeziora przyrośnięte
cieniem topoli jak łodygą


I gdyby nie muzyka czasem
tych którzy strzegą gwiazd i owiec
można by sądzić że już wieczność
ta wytęskniona ta spod powiek
minęło życie zmarł niepokój
puszyste niebo masz pod stopą


Usypia czas zwierzęta ludzi
i balsamuje piękno kwiatów
słoje mądrości w bibliotekach
pieszczotę ludzką przechowuje
rytm serca uśmiech trzepot ptaków
czas co nas wspomni po imieniu


Shanti Yoria





O czasie dobry tamten czasie
o ludzki czasie niepowrotny
o ty co dajesz godność rzeczom
i ludzi stroisz w barwę wspomnień
i krajobrazom dajesz kwitnąć
i chwiać się na łodygach spojrzeń


O czasie o łagodny czasie
o ludzki czasie niepowrotny

Zbigniew Herbert

czwartek, 6 października 2022

Verner von Heidenstam - Za tysiąc lat

 


Thomas Kinkade

Migot w dalekich przestrzeniach, błysk przypomnienia

dworku, który przeświecał poprzez wysokie drzewa.

Kim byłem? Jakie me imię? Czemu płakałem wtedy?

To wszystko już zapomniane. Wszystko ucicha w dali

jak huraganu śpiew wśród wirujących światów.

środa, 5 października 2022

Julia Hartwig - Nadzieja nasza jakże uporczywa

 
Nadzieja teraz coraz częstsza
nadzieja teraz coraz rzadsza
jak morska latarnia zapalana w nocy
gaszona za dnia



Jesteśmy cali poddani jej władzy

jak dzieci wciąga nas na zielone wzgórza
gdzie wytrwamy tylko do pierwszych śniegów
bici deszczami błogosławieni słońcem
a potem odpycha nas niecierpliwą ręką macochy
znika na długie dni i tygodnie
przebłyskując tylko czasem ospałym promieniem

Nie chce się zadomowić
zaniedbuje się w obiecywaniu
bo oczekują od niej wciąż tego samego
zadawalają się byle czym
a ona ma wielkie ambicje
czasem chciałaby to wszystko
zacząć od początku

Julia Hartwig


malVladimir Kush



Jarosław Borszewicz - Czasem



Peter Ondreička (1947-1990)


Czasem ("Mroki" - fragment)


Czasem

pogadałby człowiek sam ze sobą.

Ale gdzie tam!

Ja mu pytanie,

a on mi

dwa!

wtorek, 4 października 2022

Ryszard Kapuściński - ("Imperium") – fragment -

 

"Światu grożą trzy plagi, trzy zarazy:

 

Pierwsza to plaga nacjonalizmu. 


Druga to plaga rasizmu. 


Trzecia to plaga religijnego fundamentalizmu. 


Te trzy plagi mają tę samą cechę, wspólny mianownik. 
Jest nim agresywna, wszechwładna, totalna irracjonalność. 
Do umysłu porażonego jedną z tych plag nie sposób dotrzeć. 
W takiej głowie pali się święty stos, który tylko czeka ofiary. 
Wszelka próba spokojnej rozmowy będzie mijać się z celem. 
Nie o rozmowę mu chodzi, tylko o deklarację. 
Żebyś mu przytaknął, przyznał rację, podpisał akces. 
Inaczej w jego oczach nie masz znaczenia, 
nie istniejesz, ponieważ liczysz się tylko jako narzędzie, 
jako instrument, jako oręż. 
Nie ma ludzi - jest sprawa. 
Umysł tknięty taką zarazą to umysł zamknięty, 
jednowymiarowy, monotematyczny, obracający się wyłącznie wokół jednego wątku – 
swojego wroga. 

Myśl o wrogu żywi nas, pozwala nam istnieć. 

Dlatego wróg jest zawsze obecny, jest zawsze z nami." 

poniedziałek, 3 października 2022

Julian Tuwim - Pokoik na Hożej


Brylantowe i mroźne błyszczą gwiazdy w przestworzach,
Z wieczną gwiezdną chorągwią noc sprawuje swą straż,
A ty, biedna dziewczyno, w pokoiku na Hożej
Siedzisz sama przy oknie i łkasz.
A przyczyna wiadoma: jakiś chłopak bezecny
Najpierw miał, potem rzucił, przedtem kochał, dziś nie,
A ty dalej go kochasz, no przypuśćmy, powiedzmy,
I codziennie go widzisz we śnie.


 
Ale czym jest pokoik na Hożej
I twój smutek, i chłopiec, i ty,
Miliard świateł wiruje w przestworze,
Mleczne drogi, mgławice i mgły.
Potem ziemia jest, lądy i morza,
A na ziemi wśród krajów i miast
Skrawek drobny: Warszawa i Hoża,
Co to znaczy wśród światów i miast?
 
Ty codziennie na Hożej, a ja często na Polnej
Siedzę sama, samotna i wpatruję się w noc
I podobno jest trzecia, która mieszka na Solnej,
Czwarta, piąta, tysiączna, ach, moc.
W każdym mieście: w Paryżu, w Kopenhadze, Londynie,
Nawet w Tokio, w Kaliszu, w Jokohamie, czy wiesz?
Pęka serce z miłości jakiejś biednej dziewczynie,
Więc na Hożej tak musi być też.
 
Przeogromna jest ziemia i morze,
Świat bez miary i kresu gdzieś gna,
A maleńki jest pokój na Hożej,
Jeszcze niniejsze jest serce i łza.
Lecz ty jeden zrozumiesz, o Boże,
W majestacie gwiaździstych twych szat,
Że ważniejsze jest serce na Hożej,
Niż te gwiazdy, mgławice i świat

1933

Thomas Hardy - Człowiek, którego zabił

Thomas Hardy  - brytyjski powieściopisarz i poeta, będący przedstawicielem naturalizmu.  Urodził się 2 czerwca 1840 roku. Zmarł 11 stycznia 1928 roku .


Człowiek, którego zabił


„Niechby się nam to spotkanie
zdarzyło koło gospody –
wlalibyśmy w dwa gardła po dzbanie,
a nie mam na myśli wody!

Ale myśmy byli na wojnie –
Piechurzy w przeciwnych okopach;
Ja strzeliłem do niego, on do mnie –
On chybił, ja nie. Szkoda chłopa.

Zabiłem go, bo... – ha, sam nie wiem,
Czemu – bo mógł znów wystrzelić?
Bo był wrogiem? W tym rzecz, jestem pewien:
Był wrogiem; chociaż, jeżeli

Było z nim jak ze mną, mógł myśleć,
Że wojaczka to rzecz przejściowa:
Gdy roboty nie ma, bieda ciśnie –
I do koszar człowiek chowa.


Ech, ta wojna – cyrk pomylony!
Normalnie – z kimś takim popijasz
Albo mu pożyczasz pół korony;
A tu – strzelasz i go zabijasz”.


1902.   tłum. Stanisław Barańczak

sobota, 1 października 2022

JAN TWARDOWSKI - Zaufałem drodze








Za­ufa­łem dro­dze
wą­skiej
ta­kiej na łeb na szy­ję
z dziu­ra­mi po ko­la­na
ta­kiej nie w porę jak w li­sto­pa­dzie spóź­nio­ne bu­ra­ki
i wy­sze­dłem na łąkę sta­ła świę­ta Agniesz­ka
- Na­resz­cie - po­wie­dzia­ła
- Mar­twi­łam się już
że po­sze­dłeś ina­czej
pro­ściej
po as­fal­cie
au­to­stra­dą do nie­ba - z na­gro­dą od mi­ni­stra
i że cię dia­bli wzię­li

ks. Jan Twardowski.

Bułat Okudżawa - List do mamy

 

 Ilya Repin (Ukrainian, 1844 - 1930)

Siedzisz w środku Moskwy na drewnianej pryczy,
Z okrutnego żalu dusza twa skowyczy,
Na oknie — kaganiec, wolność — za murami;
Pozrywano wszystkie więzi między nami.
Strażnik buciorami stukać znów zaczyna...
Przebacz mu, mateńko, to nie jego wina.
On sumienie z grzechu bez trudu oczyści.
Bo to dla narodu, nie dla swej korzyści


Miody śledczy pięścią co dzień ci wygraża,
Mianem wroga ludu łaskawie obdarza,
Bardzo się przykłada do swojej roboty,
Sam za kratki trafić wszak nie ma ochoty.
Trójpiętrowych przekleństw pełna łepetyna...
Przebacz mu, mateńko, to nie jego wina.
On sumienie z grzechu bez trudu oczyści
Bo to dla narodu, nie dla swej korzyści.


Drzewa ścinać musisz gdzieś za Krasnojarskiem,
Nie poszedł na wojnę twój konwojent dziarski,
Lecz do bicia kolbą zawsze jest gotowy,
By ci myśli wrogie powybijać z głowy.
Jego kożuch — ciepły, za to chłodna — mina...
Przebacz mu, mateńko, to nie jego wina.
On sumienie z grzechu bez trudu oczyści,
Bo to dla narodu, nie dla swej korzyści.


Wódz nad rzeką Moskwą ukrywa się w wieży,
Nikomu prócz siebie więcej już nie wierzy,
Paraliżem ręki ze strachu dotknięty,
Sam powstawiał w okna krat więziennych pręty;
Zły jest, chociaż cała słucha go kraina...
Przebacz mu, mateńko, to nie jego wina.
On sumienie z grzechu bez trudu oczyści,

Bo to dla narodu, nie dla swej korzyści.