Etykiety

poniedziałek, 12 listopada 2018

Ludwik Jerzy Kern - Jastrząb i kura



Pewien jastrząb,
co życie całe spędził w górze,
podczas jakiejś wyprawy zakochał się w kurze.
Różne dziwy się dzieją,
gdy w grę wchodzi miłość.
Jastrząb z kurą
w ogromną popadli zażyłość.

Jemu
jedno szczególnie przypadło do smaku,
to, że kura jest inna od znanych mu ptaków,
że spokojna,
że cicha,
że nigdzie nie lata,
że poza swym podwórkiem już nie widzi świata...

I to były, jak sądzę, te powody główne,
że jastrząb wybrał kurę, a nie jastrzębównę.
Jej z kolei
ogromnie podobało w nim się,
że w każdej chwili usiąść może gdzieś na gzymsie,
i na wieży
i wyżej,
wiele wyżej jeszcze,
gdzieś na chmurach, co w sobie kryją zimne deszcze,
a mimo to,
wbrew swojej jastrzębiej naturze,
woli dreptać po ziemi
przy niej,
przy swej kurze.

Tak go zresztą po jakimś czasie opętała,
że gdy wzlecieć miał chętkę,
płakać zaczynała,
jemu żal się robiło,
szedł,
przepraszał kurę
i przysięgał, że nigdy nie poleci w górę.

Dziś,
Po latach,
Gdy kura całkiem mu obrzydła,
Opuścić jej nie może, bo nie niosą skrzydła.
Odwykły.
Nic mu na to już pomóc nie mogę...

Jastrzębie inne z tego niech mają przestrogę.

sobota, 10 listopada 2018

Konstandinos Kawafis - Czekając na barbarzyńców

David – Alfaro Siqueiros


Na cóż czekamy, zebrani na rynku?
Dziś mają tu przyjść barbarzyńcy.

Dlaczego taka bezczynność w senacie?
Senatorowie siedzą - czemuż praw nie uchwalą?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Na cóż by się zdały prawa senatorów?
Barbarzyńcy, gdy przyjdą, ustanowią prawa.

Dlaczego nasz cesarz zbudził się tak wcześnie
i zasiadł - w największej z bram naszego miasta -
na tronie, w majestacie, z koroną na głowie?

Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Cesarz czeka u bramy, aby tam powitać
ich naczelnika. Nawet przygotował
obszerne pismo, które chce mu wręczyć -
a wypisał w nim wiele godności i tytułów.

Czemu dwaj konsulowie nasi i pretorzy
przyszli dzisiaj w szkarłatnych, haftowanych togach?
Po co te bransolety, z tyloma ametystami,
i te pierścienie z blaskiem przepysznych szmaragdów?
Czemu trzymają w rękach drogocenne laski,
tak pięknie srebrem inkrustowane i złotem?

Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a takie rzeczy barbarzyńców olśniewają.

Czemu retorzy świetni nie przychodzą, jak zwykle,
by wygłaszać oracje, które ułożyli?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a ich nudzą deklamacje i przemowy.

Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?
Skąd zamieszanie? (Twarze jakże spoważniały.)
Dlaczego tak szybko pustoszeją ulice
i place? Wszyscy do domu wracają zamyśleni.

Dlatego że noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.


Jacyś nasi, co właśnie od granicy przybyli,


mówią, że już nie ma żadnych barbarzyńców.

Bez barbarzyńców - cóż poczniemy teraz?


Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem. 

Konstandinos Kawafis - Dni 1903



Już ich nigdy nie odnalazłem –
tak szybko utraconych...
tych oczu pełnych poezji, tej młodej twarzy...
gdy się ściemniało na ulicy...

Już ich nigdy nie odnalazłem –
podarował mi je zwykły przypadek,

a ja tak łatwo się ich wyrzekłem,
a potem w takiej męce za nimi tęskniłem.

Tych oczu pełnych poezji, tej bladej twarzy,
tych warg - już nigdy nie odnalazłem.

piątek, 9 listopada 2018

Joseph Bruchac - Przyjaciel Indian / Z POEZJI INDIAN /




Pewnego dnia człowiek
uważany za przyjaciela Indian
mówił Czerwonemu Kubrakowi
o dobrych stosunkach
jakimi się cieszą Senekowie
z białymi sąsiadami.

Czerwony Kubrak wziął go
nad rzekę i zaproponował
by usiedli razem
na kłodzie przy strumieniu.
Kiedy usiedli
Czerwony Kubrak przysunął się bliżej
mężczyzny i powiedział mu: "Posuń się".
Mężczyzna przesiadł się, ale Czerwony
Kubrak przysunął się znowu.
"Przesuń się" - powiedział.
Trzy razy to powtarzali
aż człowiek ten siedział
na końcu kłody tuż nad wodą.
Wtedy jeszcze raz usłyszał: "Posuń się".
"Ale jeśli się przesunę
to wpadnę do wody!"
bronił się mężczyzna,
chwiejąc się na krawędzi.

Na to Czerwony Kubrak odrzekł:
"No widzisz, a wy biali
każecie nam się jeszcze przesuwać,
gdy już nie ma dokąd pójść".




                                                 
Native American circa 1920



YUROK
Zaklęcie miłości

Całą noc śnię o nim,

Ledwie dnieje, wstaję,
Odziewam się, wychodzę,
By czekać na niego.
Może przejdzie tędy?

Gdy wreszcie ujrzę nadchodzącego,
Serce bije jak młotem.
Nie śmiem podnieść oczu
Ani patrzeć na niego.

Przechodzi blisko,
Czasem daje mi kwiat.
Zerwał go dla mnie,
Plecioną bransoletkę
Z ziela o słodkiej woni.
Noszę kwiat,
nawet gdy już zwiędnie.
Noszę bransoletkę,
Aż się rozpadnie.
Kiedy mnie minął,
Podnoszę oczy, Patrzę za nim.

Patrząc powtarzam zaklęcie,
Tak, by musiał wrócić!
Mówię:

Suwa!
Obyś się odwrócił!
I spojrzał na mnie!
Obyś widział tylko mnie,
Gdziekolwiek spojrzysz!
Obyś myślał o mnie
Cały dzień i całą noc!
Obyś wracał tu każdego dnia!
I miłował mnie, jak ja miłuję ciebie!
                                     Mówię tak, płaczę i wołam, wołam, wołam!

czwartek, 8 listopada 2018

Henryk Grynberg .....


Henryk Grynberg (ur. 4 lipca 1936 w Warszawie) – prozaik, poeta, dramaturg, eseista. 
Ze względu na żydowskie pochodzenie, lata 1942-1944 przeżył ukrywając się w Radoszynie i okolicach oraz na tzw. aryjskich papierach w Warszawie. 
Z całej licznej rodziny okupację niemiecką przeżył tylko on i jego matka. Nie zginęli dzięki pomocy Polaków. 
Jednak jego ojca - Abrama - zabił polski chłop, któremu oddał na przechowanie swoje dwie krowy. 
Półtorarocznego brata, wydanego przez sąsiadów, zabili Niemcy.. 
W 1967 Grynberg wraz z zespołem Teatru Żydowskiego wyjechał na występy do USA. Do Polski już nie wrócił.



Miejsce urodzenia

Urodziła go piękna kobieta
czuł to na całej skórze

jajkiem ciepłym jeszcze od kury
przecierano mu oczy
żeby więcej widział
i tak się stało

a były zielone
bo się urodził wśród łąk

których później szukał
korzeniami jak drzewo

daremnie jak ciszy przed snem
w którym już nic się nie przyśni 



Dojrzałość


Był jeszcze mniejszy
gdy się mierzył z Goliatem

jeszcze większym
i niejednym Goliatem

jeszcze bliżej
i nawet bez procy

i jeszcze samotniej
jeszcze zimniej mu było
na starość 


Starość

Za dużo widział i nie nadąża
akomodacja oka i słuch
przytępiał bo za dużo słyszał
i głowa pęka od tego
co się nie mieści w głowie

i zmarłych za dużo
coraz więcej niż żywych
i coraz bardziej odchodzą

i coraz więcej pytań

a tylko jedna odpowiedź

środa, 7 listopada 2018

Kazimierz Przerwa Tetmajer - W JESIENI











O cicha, mglista, o smutna jesieni!
Już w duszę czar twój dziwny, senny spływa,
przychodzą chmary zapomnianych cieni,
tęsknota wiedzie je smutna i tkliwa,
ileż miłości, och, ileż kochania
umarła przeszłość z naszych serc pochłania,
z naszych serc biednych, z naszych serc bezdeni...


Zamykam oczy... Blade ciche cienie
suną się w liści posępnym szeleście -
jak obłok światło: niesie je wspomnienie...
O dni umarłe! o dni! gdzież jesteście?...
co pozostało po was?... Ach! daleko,
daleko kędyś toczycie się rzeką
szarą i mętną w głąb puszcz i w milczenie..

wtorek, 6 listopada 2018

Marian Hemar - Valse Brune


" Niech inni sy jadą, dzie mogą dzie chcą,
                 Do Wiednia, Paryża, Londynu,
                   A ja si ze Lwowa ni ruszym za próg,
        

             Ta mamciu, ta skarz  mnie Bóg"!

Za dawnych dni, młodopolskich i lwowskich,
Gdy jeszcze radia nie było i kin,
Cygan-poeta, pan Henryk Zbierzchowski,
Przywiózł z Paryża melodię „Valse Brune".
Usiadł w kawiarni i machnął od ręki,
Przy czarnej kawie, swój tekst „polskich słów"
I w tydzień, nutą tej nowej piosenki
Szumiał i brzmiał cały Lwów:

„Gdy ciemność zapada
I światła latarń zapłoną,
Do naszych serc się zakrada
Jakaś tajemna moc.
Hej, serce nam bije,
W winie niech troski zatoną!
Szerzej i piękniej się żyje —
Cudna, ach, cudna jest noc..."

Piosnką zataczał się batiar zawiany,
Strażak ją gwizdał gdy na pożar gnał,
Wiśka w jej rytmie trzepała dywany
I student na mandolinie ją grał.
A gdy się wieczór we Lwowie zawlekał,
Biła dziesiąta i w bramie stał stróż —
Kto żyw, przed szperką do domu uciekał
I śpiewał — na schodach już

„Hej, serce nam bije,
W winie niech troski zatoną,
Szerzej i piękniej się żyje,
Cudna, ach, cudna jest noc!..."

Dzieckiem słyszałem tę piosnkę we Lwowie.
Po tylu latach pamiętam ją dziś
I tak mi chodzi czasami po głowie
I taka czasem dokucza mi myśl,
Takie sam sobie zadaję pytanie —
Gdy się pół wieku rozwieje jak mgła —
Czy z moich piosnek choć jedna zostanie
W czyjej pamięci, jak ta —

„Gdy ciemność zapada
I światła latarń zapłoną,
Do naszych serc się zakrada
Jakaś tajemna moc" —
Ach, serce mi bije —
Piosnki w ciemności utoną
Moje — nie moje — niczyje —
Kiedy zapadnie noc.




poniedziałek, 5 listopada 2018

Antoni Lange - Co nas złączyło?

 Fabian Perez  1067

Co nas złączyło? Dla czego złączyło?
Oto jest jedna z tych dziwnych zagadek,
Które w mym mózgu nurtują. Tą siłą
Byłaż konieczność? Czy był to przypadek?

Czyli się losem ta potęga zowie?
Czy przeznaczeniem? Czy te dwa motory
Są jedną myślą w rozdwojonem słowie,
Czy dwiema siły treści różnowzorej?

Nieraz, gdy stajesz jak bóstwo przede mną,
I gdy mię olśni duszy twej słoneczność,
Czcząc mimowiednie twą jasność tajemną
Klękam przed tobą i mówię: Konieczność!

Lecz, gdy cię widzę słabą i upadłą,
Demon, wieczysty moich zwątpień świadek,
Kreśląc mi węglem duszy twej zwierciadło,
Każe mi powstać i mówię: Przypadek!

niedziela, 4 listopada 2018

CYTATY I AFORYZMY


Jacek Kaczmarski - Zegar

Alastair Magnaldo




Krzyczący "Wolność!" - kręcą pęta
Krzyczący "Męstwo!" - drżą ze strachu
Kto woła "Pamięć!" - nie pamięta
Krzyczącym "Łaska!" - śni się szafot.
"Mądrość" - odmienia język durnia
"Uczciwość" sławi przeniewierca
O spokój apeluje furiat
O dietę z warzyw - ludożerca.

W nakręcanym codziennie zegarze
Wskazówki dawno odpadły
A ciężary nieznanych wydarzeń
Na dwoje wróżą z wahadła...

Krzyczącym "Siła!" - głos się łamie
Krzyczący "Wierność!" - pozdradzali
Kto woła "Prawda!" - zwykle kłamie
Krzyczący "Wielkość!" - tacy mali
"Jawność!" obwieszcza głos z ukrycia
Żądają reguł gry - szulerzy
Głosują śmierć obrońcy życia
Do wiary wzywa - kto nie wierzy.

W nakręcanym codziennie zegarze
Wskazówki dawno odpadły
A ciężary nieznanych wydarzeń
Na dwoje wróżą z wahadła...

O godność woła upodlony
O skruchę - pycha strojna w ornat
O ciszę - kto w ruch wprawia dzwony
O honor - skroń kuloodporna.
"Ja!" - piszczy w ciżbę wprasowany
"My!" - kto się własnych boi dążeń
Ten co czci miłość - niekochany
Kto ma nadzieję - pętlę wiąże.

W nakręcanym codziennie zegarze
Wskazówki dawno odpadły
A ciężary nieznanych wydarzeń
Na dwoje wróżą z wahadła.
Gdy zapętli się czasu nić -
Zacznie bić...

czwartek, 1 listopada 2018

Ks. Jan Twardowski - Z pliszką siwą




Śmierć miłości potrzebna
jak sól ją utrwala
ukochani umarli są z nami już blisko
w śnie na palcach podchodzą
czytamy ich listy
dopiero po rozstaniu pamięta się wszystko

jak pachniał orzech suszona lawenda
jak wujek kochał ciotkę w pamiętniku

bawił dowcip o kuchni z widokiem na cmentarz
spotkanie we dwoje nad wodą zieloną

w milczeniu to jest wtedy gdy wstydzi się słowo
z pliszką siwą co podgląda na wysokich nóżkach
nad Narwią zwą ja starą panną młodą
Boga się nie udowadnia
Boga się poznaje
po tym że serce pęka i świat nie ustaje
choćby wieś na której można pokochać króliki
życie miłość umniejsza znieważa odbiera
śmierć ocala na zawsze i teraz