Etykiety

piątek, 5 kwietnia 2024

Zbigniew Herbert - Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz

 


Kto pisał nasze twarze na pewno ospa
kaligraficznym piórem znacząc swoje „o”
lecz po kim mam podwójny podbródek
po jakim żarłoku gdy cała moja dusza
wzdychała do ascezy dlaczego oczy
osadzone tak blisko wszak to on nie ja
wypatrywał wśród chaszczy najazdu Wenedów
uszy zbyt odstające dwie muszle ze skóry
zapewne spadek po praszczurze który łowił echo
dudniącego pochodu mamutów przez stepy

czoło niezbyt wysokie myśli bardzo mało
– kobiety złoto ziemia nie dać się strącić z konia –
książę myślał za nich a wiatr niósł po drogach
darli palcami mury i nagle z wielkim krzykiem
spadali w próżnię by powrócić we mnie

a przecież kupowałem w salonach sztuki
pudry mikstury maście
szminki na szlachetność
przykładałem do oczu marmur zieleń Veronesa

Mozartem nacierałem uszy
doskonaliłem nozdrza wonią starych książek

przed lustrem twarz odziedziczoną
worek gdzie fermentują dawne mięsa

żądze i grzechy średniowieczne
paleolityczny głód i strach

jabłko upada przy jabłoni
w łańcuch gatunków spięte ciało

tak to przegrałem turniej z twarzą

Zbigniew Herbert

środa, 3 kwietnia 2024

Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory - "Listy na wyczerpanym papierze" / fragmenty/

                             

 Oboje - Agnieszka i Jeremi byli piękni, zdolni i kompletnie niedopasowani. dzielili miłość do poezji, ale pochodzili z dwóch różnych światów. Ona – 28-letnia indywidualistka, nie umiała usiedzieć w jednym miejscu, wciąż gdzieś goniła. Żeby żyć, musiała czuć się wolna. I dla nikogo nie chciała tego zmieniać. On, starszy od niej o 21 lat, był domatorem. Cenił sobie życie rodzinne i spokój. Ich miłość była bardzo intensywna. Trwała dwa lata i wygasła.

                


 OŚWIADCZENIE

21 marca 1964 roku


Agnieszko!
Nie krytykuj tej Wiosny,
bo to nasza - pierwsza!

Jeremi

                                      



Nie zakocham się tej wiosny już w nikim,
choćby śpiewem się zaniosły słowiki,
choćby zapachniały wszystkie jaśminy,
choćby zapłakały wszystkie dziewczyny...

Nie zakocham się tej wiośnie na przekór.
No i chyba słusznie, boś nie w tym wieku.
Trzeba umieć się wycofać z arenki,
gdy zaczyna służyć sofa do drzemki...

Nie uwikłam się z tą wiosną w ten wątek.
Górę w tobie wziął po prostu rozsądek.
Nie usłucham ja tej wiosny zupełnie -
postulatów jej najprostszych nie spełnię!...

Nie, nie pójdę ja tej wiośnie na rękę,
serce w żadną mi nie wrośnie panienkę.
Za to darzę cię estymą nareszcie.
Zakochałem ja się - zimą, już wcześniej...
Agnieszce - Jeremi

wtorek, 2 kwietnia 2024

Tadeusz Boy Żeleński " Z nastrojów wiosennych "





Nie masz nic milszego ponad
Ciągnący żeński pensjonat.
Sunie sznurkiem przez plantację,
W ciszy, z wolna, uroczyście --

Zielono, pachną akacje,
Słońce gzi się poprzez liście -- --
Ciągnie podwójny sznureczek
Takich przemiłych owieczek.

Cieplutko, wiosna, południe,
Ławeczka, próżniactwo boskie,
Myśli rozigrane cudnie
W jakieś koziołki szelmoskie -- --


Idą: duża, mniejsza, mała,
Kobiecości gama cała.
Ptaszek ćwierka gdzieś tam z góry
Swoich liryk "pierwszą serię",
Zapoznanych serc tortury
I celibatu mizerie -- --
Pod kapotką granatową
Rysuje się to i owo
.
"W rytm melodii jakiejś sennej
Kołyszą się stare drzewa,
Płynie falą dech wiosenny,
W sercu puka coś, coś śpiewa -- --"

Ta mała mogłaby troszkę
obciągnąć sobie pończoszkę...
Jakiś czar nie znany jeszcze,
Jakieś czucia wiotkie, śliczne --
Jakieś dziwne w piersiach dreszcze,
Pan i pani-teistyczne -- --
. . . . . . . . .
Czy to nie znaczy przypadkiem,
Że czas mi już zostać dziadkiem?...

T. Boy Żeleński


poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Andrzej Waligórski - WIELKANOCNE KURCZĘTA

 



Trwają długie debaty nocne
Skąd się wzięło kurczę wielkanocne?
Skąd ta ledwie co wykluta kurka
Przy święconem stroszy żółte piórka?

Może to jest oznaka dla ludzi
Że już wiosna, że przyroda się budzi?
Może kura nam zrobiła niespodziankę,
Bo o tydzień przenosiła pisankę?

Może to piszczące maleństwo
Wieści żółte niebezpieczeństwo?
Może to są rezultaty twórcze
Nazbyt częstych okrzyków "O kurcze"?

Ja rozumiem, baranek, zajączek,
Ale czemu kurczę się tu plącze?
Tu rzeżuchę uszczknie, lub wątróbkę,
tam na czysty obrus zrobi kupkę,




Chce pić wodę, trafia na żubrówkę,
Potem łapką się trzyma za główkę,
I przewraca się po stolikach
Ptak z gatunku gallus domestica,

Niewyraźny etymologicznie,
Podejrzany ideologicznie,
Aż dopiero pan profesor Dreptak
Pierwsze ścieżki w tej dziedzinie przedeptał,

Dowiódł bowiem iż owe kurczątka
Są symbolem kurczów żołądka!

Fakt, że Polak się na święta obżera,
Że go potem pogotowie zabiera,
A czasami to nawet policja,
Taka u nas narodowa tradycja!

Tak więc, dzięki profesorowi
Nikt już teraz nic złego nie powi,
Nie wywiedzie kurczaka z pogaństwa
lecz z narodowego chrześcijaństwa!


Andrzej Waligórski


piątek, 29 marca 2024

Roman Brandstaetter - Takie było Twoje ukrzyżowanie..... Boże.

 


Jean Francois Portaels, 1886r.



(...) Jest między Nami sprawa, którą muszę ujawnić, 
Aby ujawnione zostały wszystkie przyczyny Twojego męczeństwa. Brak wśród nich Mojego grzechu. Grzechu nie popełnionego.
 
Chociaż nie byłem pięciopalcą dłonią sługi Annasza, 
Chociaż nie narzuciłem na Twoje ramiona 
Szkarłatnego płaszcza, a w ręce Twoje 
Nie wetknąłem bambusowej trzciny,
 



Chociaż nie byłem wśród gawiedzi, 
Która domagała się Twojej śmierci - 
Ale moja nieobecność była tylko pozorna. 

Urodziłem się dwa tysiące lat później. 
Gdybym żył za Twoich czasów, w Jerozolimie, 
Na pewno bym wołał: 
"Krew Jego na nas i na syny nasze!" 
I krzyczał: 
"Zstąp z krzyża!" 

A potem wróciłbym, Boże, do domu, 
do domu mojej beznadziejności, 
Dźwigając na ramionach Twoją wełnianą szatę, 
Której jakość badałem palcami. 

Ta możliwość grzechu męczy mnie i upokarza. 
Albowiem dobrze znam siebie. 
Nie odważyłbym się krzyczeć w Twojej obronie 
Ani głośno sprzeciwiać się wyrokowi. 
Jestem małym człowiekiem, po trochu tchórzem, 
Po trochu egoistą, po trochu drwiącym łotrem, 
Który woli żyć wśród cielców, przeżuwających pustynię, 
Niż umrzeć za samotną prawdę. 

Dlatego przebacz mi tę moją bolesną świadomość, 
Dlatego przebacz mi tę gorzką możliwość, 
Tę jeszcze jedną przyczynę Twojej śmierci, 
Tę przyczynę, o której Ewangeliści zapomnieli, 
Tę przyczynę, o której Ewangeliści nie piszą, 
Tę przyczynę, o której Ewangeliści milczą. 
Przebacz mi, Boże, grzech nie popełniony.

Roman Brandstaetter 


Baran Józef - Ballada o emigrantach


Zadaję sobie pytanie czy wczorajszy emigrant to dzisiejszy uchodźca?
Emigrant  opuszcza ojczysty kraj.... potocznie -  w poszukiwaniu chleba.  
Uchodźca -  szuka ratunku przed śmiercią, ucieka przed wojną, przed głodem.  Rozstanie z ojczyzną, tęsknota, niepewność jutra pozostają jednak....  takie same. 



Ballada o emigrantach

1

budzą się w środku nocy
odcięci od pępowiny ojczyzny
z zakneblowanymi ustami
nie czując ziemi
pod stopami

jeszcze przez chwilę
majaczą w nich
zatopione titaniki dzieciństwa

2

jest już po transplantacji języka
transplantacja mózgu trwa
tylko przeszczep serca
wciąż się nie udaje
i choć stare za duże
pewnie przyjdzie z nim umrzeć

3

z oczu opadają im łuski
i pojmują
że prawdziwym przeznaczeniem
jest nieustanne wygnanie
z miejsc kolejno oswajanych
począwszy od zaklętego
widnokręgu dzieciństwa
dojrzewanie do myśli

że śmierć jest też emigracją
za ostatnią granicę ciała


Baran Józef 

Sztokholm 1992r.

czwartek, 28 marca 2024

Mojego bratanka - MAĆKA MICHALSKIEG0..... wena nie opuszcza.

NADZIEJĘ  KUPIĘ

Może kto zbędną ma nadzieję
której na co dzień nie używa
chętnie odkupię bo się chwieje
moja nadzieja – ledwie żywa

na cóż wam relikt dawnych czasów
nie używany od miesięcy
interes cicho bez hałasu
odkupię dam parę tysięcy

wszak macie wszystko na pewniaka
nabite konta świetną pracę
ja nie mam tylko siąść i płakać
oddaj nadzieję ja zapłacę 

na cóż ci balast bierz gotówkę
zostaw na szrocie lub w lombardzie
pięć dych weź w łapę może stówkę
dzisiaj nadzieja jest w pogardzie

a ja odkupię ten przeżytek
złożę jak weksel już w niedzielę
się nie zmarnuje bo użytek
w najbliższym zrobię z niej Kościele



Refleksje o poranku

Tak się nam jesiennie postarzały meble
wyblakły dywany jakby posiwiały
za oknem ulewy jak wojenne werble
wichury co ciepło z chałupy wywiały
smakuje goryczą kawa z kardamonem
nie cieszy jak dawniej smak prostego życia
czarny kot się uwziął niczym nomen omen
a zgorzkniałe wody niezdatne do picia
kiedy trafia w próżnię mój brak przyzwolenia
wiersze w świat wysłane powracają puste
trzeba mi na koniec skosztować podziemia
zwątpić ostatecznie w strofy złotouste
skoro moje słowa nie mają przystępu
na rynku mamony rządzą obce prawa
tedy spalę zwoje i kody dostępu
a szalbierz - odbierze uznanie i brawa


Wujek Kazik  -   /4 marca 2024/

Od kiedy go nie ma – zarosły ogrody
i dach pochylony pokrył się patyną
a mech penetruje - ociosane schody
tylko wiatr jak dawniej duje nad dziedziną

nagle tak daleko stało się do siebie
jakby na przeciwnych sobie antypodach
jakby nie z tej ziemi - Tatry w siódmym niebie
nieprzebyte zaspy kiedy śniegu po dach

moje pierwsze narty i pierwsze wycieczki
świat pojęć nieznany jakby całkiem obcy
słowacki Mikulasz piwo prosto z beczki
po grani po grani - nastoletni chłopcy

wrosły w jaźń i wolę wszystkie górskie perci
ukryte na hali – góralskie szałasy
i oczy co nigdy nie bały się śmierci
zgasły grzebiąc z sobą - tamte dobre czasy

Maciek

wtorek, 26 marca 2024

Adam Zagajewski - Podziemne pociągi

 

Są obrazy, które pokazują cierpienie
i płomyk świecy; są ludzie nieszczęśliwi,
na próżno szukający pocieszenia
jak listonosz brnący w śnieżnej zawiei,
jest muzyka rosnąca w dżungli milczenia,
są oprawcy, są mroczne ulice, ślepe okna,
dni, które wydają się świętem okrucieństwa.


Są ci co płaczą bez nadziei w ciasnej poczekalni,
są podziemne pociągi, ciężkie oskarżenia,
jest także zwyczajna nuda rozmów o sporcie,
i terror długich wieczorów, i krzyki pijaków –




i zdarzają się chwile objawienia,

i niepewnie idą wśród traw

młodziutkie drozdy oszołomione

heraklitejskim ogniem majowego ogrodu.

kiedy dumnie błyszczą kwiaty kasztanów


Adam Zagajewski



niedziela, 24 marca 2024

Leszek Długosz - Piosenka pożegnalna

 Jeszcze 2 dni temu żył w moim blogu.   nie przypuszczałam, że Jego wiersz "Śpieszmy się"  może stać  się nieplanowanym wierszem pożegnalnym. Odszedł wszechstronnie uzdolniony poeta.. literat, pieśniarz, kompozytor, pianista. Przyjaciele  mówili o nim wrażliwy, dobry człowiek 

Wiersz "Piosenka  pożegnalna" to jakby pisany mimochodem następny po "Śpieszmy się " melancholijny, refleksyjny utwór.... poeta zadaje sobie w nim pytanie "Co potem" 


Dziś już wie.... smutno.   


Z wczorajszej róży?... Imię tylko.

- Imiona pustką dźwięczą.
Chcieliśmy róż zrywać tyle
Lecz lato przeszło prędko. 
Jak prędko...

Chcieliśmy jeszcze pochwycić tyle
- W życiu by życia nie brakowało
Żyliśmy jakby nie dowierzając
Że choćby wiele, wiele było
- Nigdy to dosyć
- Ciągle za mało...

Cóż, śmiało skręcaj gdy
Czas ruszać w drogę
- Uspokój twarz
- Opanuj gest, 
          wiesz...

Czas...
To jest ciągłe, ciągłe przybliżanie
Tego, co miało przyjść
Co popatrz - oto
Oto w końcu
Oto... jest.

Dziewczyny przestają być dziewczynami
Chłopcy przestają być chłopakami


- Oto idą mężczyźni
- Oto biegną kobiety
Choć wszyscy Dziećmi Boga jesteśmy
- Niestety...

Niestety, niestety - a więc - dorośniemy?
Niestety - jesteśmy - a więc - nie będziemy?..
.
A co z nami? Co potem?
A co po nas się stanie?
Cóż... panowie i panie
- Inne dzieci weźmie Pan Bóg
Na wychowanie...

Leszek Długosz


czwartek, 21 marca 2024

Leszek Długosz - ŚPIESZMY SIĘ

 

Edwin Landaeer


Leszek Długosz  napisał ten wiersz  zainspirowany
 utworem Jana Twardowskiego ”Śpieszmy się kochać ludzi”

Śpieszmy się śpieszmy kochać ludzi 
Jak poucza nas poeta ksiądz Twardowski Jan 
Oni naprawdę tak umieją odejść nagle 
Tak nie wrócić zawieruszyć się na amen 
Zatrzeć ślad 
Jeszcze się ręce wyciągają jeszcze witać 
Mocno jeszcze objąć chcą 
A tu już puste miejsca po nich 
Fotografie telefony głucho milczą 
Dzień i noc 

Śpieszmy się śpieszmy bo przemija młodość prędko 
Ileż prędzej niż w to sama wierzyć chce 
I mija gdzieś ta łatwość serca, z którą kiedyś 
Tak w nieznane lekko tak umiało biec 
Zagarnie nas wezbrany nurt 
Pochyli nas powaga dat 
I w wirze tylu tylu spraw 
To porzucimy zapomnimy 
To co naprawdę ważne było w nas 

Śpieszmy, śpieszmy się 
Bo krucha jest materia naszych dni 
Bo śnią się szare coraz bardziej puste sny 
Bo zasypiają serca w nas 
Nie zbudzą się któregoś dnia... 

Śpieszmy się śpieszmy żeby zdążyć, żeby rozdać 
Ten majątek serca z tylu tylu lat 
Po co nam dźwigać taki ciężar 
Aż na tamtą stronę świata 
Po co nam to wszystko z sobą po co brać ? 

O niech to lepiej tu zostanie 
Nasze myśli radość oczu czułość rąk 
Bo jeśli z nas ma coś ocaleć to niech innych 
Pamięć o nas niech nam będzie tak jak schron 

Śpieszmy się śpieszmy kochać ludzi 
Tych realnych niezmyślonych 
Ale takich jacy wokół, jacy są 
Umiejmy sobie to wybaczyć, że nie lepszych 
Nie piękniejszych dał nam tu nawzajem los 
Serdecznym ciepłem się podzielmy obdarzmy światłem 
Co w nas może jeszcze drga? 
Bo gdy gęstnieje mrok pod wieczór ono niech 
To światło niech wspomaga nas prowadzi nas... 

Śpieszmy spieszmy się , 
Bo nieustannie wieje ten - wiadomy wiatr 
Bo nawet to skąd wiedzieć 
Skąd by wiedzieć nam - która z miłości naszych 
Właśnie... Może jest już tą ostatnią? 

Śpieszmy się śpieszmy kochać ludzi 
Jak poucza nas poeta ksiądz Twardowski Jan 
Oni naprawdę tak umieją odejść nagle 
Tak nie wrócić zawieruszyć się na amen 
Zatrzeć ślad 
Wystarczy wiatru nagły poryw jedno słowo 
Nieostrożny czasem gest 
Zostają głuche telefony 
Krzesła stoły 
Lampy 
Okna 
Za oknami pochylone cienie drzew...  


Staff Leopold - Trącam o ciebie, struno..



Trącam o ciebie, struno bolesna pamięci, 
Grająca ciszę zmierzchu, wonią sianożęci. 


We wspomnieniu dom biały, dwa klonowe drzewa, 
Wieczór letni, w gałęziach ptak, co słodko śpiewa. 


To wszystko, co zostało po was, szczęścia chwile: 
Dwa drzewa, ptak, co śpiewa... nic... a tyle... tyle...



Leopold Staff.



wtorek, 19 marca 2024

ANTONI SŁONIMSKI - O Polsce słabej

 

Tomasz Gogoladze


Mówią o Polsce silnej. Już dziś liczą sztaby,

Jak ją ziemią okopać, oprzeć na bagnecie.

Lecz ja, wybaczcie, bracia, pragnę Polski słabej,

Ja pragnę Polski słabej, lecz na takim świecie,

Gdzie słabość nie jest winą, gdzie już nie ma warty,



Ryglów u bram i nocą dom bywa otwarty,
gdzie dłoń nieutrudzona okrutnym żelazem

I gdzie granica wita tylko drogowskazem.

                     1941

Antoni Słonimski - "Rozmowa Matki z Synem"

Zawsze ilekroć czytam "Rozmowę matki z synem" bardzo mnie ten wiersz wzrusza i zatrzymuję się przy nim na dłuższą chwilę....  Przed oczami mam obraz murów getta warszawskiego.... i nie wiem czy to obraz wyobraźni kilkuletniej dziewczynki, czy prawdziwy. 

 






"Rozmowa Matki z Synem"

Matka:

Tam za murem jest droga i szosa,
Która prosto prowadzi w niebiosa,
A przez niebo płynie wielka rzeka,
A tą rzeką, pamiętasz z daleka,
Płyną białe ogromne okręta... 

SynPamiętam.

Matka: 

Tam za murem jest ogród irysów,
Liście srebrne a płatki z jaspisu.
Biały tytoń, co pachnie o zmierzchu,
Gdy się idzie wieczorem tą ścieżką,
A w dzień trawa tam pachnie i mięta...

SynPamiętam

A pod drzewem wśród kwiatów jabłoni
Stoją: Zofia, Tadeusz, Antoni.
Mają białe niedzielne ubrania,
A na bryczce Jarosław i Hania,
A wśród nich ja stoję uśmiechnięta,
Czy pamiętasz synu? 



















Syn:  

Nie pamiętam.

Chociaż czasem ze snu mnie obudzi
Cień i obraz osłabły jak echo,
Nie pamiętam już twarzy i ludzi,
Nie pamiętam twojego uśmiechu.

Mów mi matko o drzewach i krzakach,
Tam za murem szumiących, za bramą,
Mów o gwiazdach, kamieniach i ptakach
Lecz o ludziach już nie mów mamo.

Antoni Słonimski.