

![]() |
Był sygnatariuszem Memoriału 59, listu otwartego intelektualistów protestujących przeciw zmianom w Konstytucji PRL (wpisaniu kierowniczej roli PZPR i wieczystego sojuszu z ZSRR).
Wiersze
Kornela Filipowicza:
„ŚWIĘTOŚĆ„
NIECH PAMIĘTA
Wyrzeźbiona
latami i pracą dłoń niespiesznie gładziła fotografię
młodej dziewczyny.
Na kolana postaci siedzącej na krześle
spływał imponujący blond warkocz.
– Ela widzi, jaka ja była śliczna, jak była młoda? Taki gruby warkocz, że chłopakom oczy pałały, a ja jego wybrała, bo był dobry człowiek i zapobiegliwy.
Dobrze,
że nie dożył – przyszli i zabrali… i dom, i sad… Obejmowałam jabłonki,
płakałam… Dobrze, że nie doczekał…
A dobry
był człowiek. Nawet we wojnę było co jeść – do handlu miał głowę,
to i pieniądz był.
Ale bił
i kobiety lubił.., ale dobry człowiek, zapobiegliwy…
Teraz
tu czasem syn przychodzi. Bija też, jak co źle zrobię, bo nerwowy.
A Ela
niech pamięta: Jak przyjdzie sąsiadka, Ela mówi, że Ela moja wnuczka. Że od
matki do babki uciekła, bo babka lepsza.
Córka
nie przyjeżdża, bo daleko.., to i wnuczka…
Dłoń
ponownie głaszcze zdjęcie.
– Widzi Ela, jaka
ja była śliczna?
Ela pamięta: Ela moja wnuczka.
Łotrem jest, kto w młodości znosi kompromisy,
Szukając sensu
skrócę miłość
w pierwsze i ostatnie spojrzenie.
Skrócę cierpienie
w lęk i ulgę.
Skrócę szczęście
w nadzieję i echo.
Skrócę życie
w przedtem i potem.
A gdy będziecie mieli dość swych
betonowych pól
pokażę wam w pęknięciach źdźbła wstającej trawy.
A gdy przytłoczą was cementowe ściany
pokażę wam w tych ścianach piasek i kamyki z
rzek dzieciństwa.
Samotnym - ślady wielu ludzkich rąk na sprzętach.
Wam, którzy nie możecie wyjść z kamiennych
bloków
wiosną będą wypuszczać listki i kwitnąć
drewniane meble,
jesienią na wydeptany dywan spadną dojrzałe
owoce.
Cóż innego mogę wam dać w wierszu
jak tylko to, co niezbędne.
Nie będę kłamał.
Nie przemilczę cierpienia, starości i śmierci.
Chcę się tylko przyczynić
do godności życia.
tłum. ze słowackiego Bohdan Urbankowski
Ja - kilkunastoletnia?
Gdyby nagle, tu, teraz, stanęła przede mną,
czy miałabym ją witać jak osobę bliską,
chociaż jest dla mnie obca i daleka?
Uronić łezkę, pocałować w czółko
z tej wyłącznie przyczyny,
że mamy jednakową datę urodzenia?
Tyle podobieństwa między nami,
że chyba tylko kości są te same,
sklepienie czaszki, oczodoły.
Bo już jej oczy jakby trochę większe,
rzęsy dłuższe, wzrost wyższy
i całe ciało obleczone ścisle
skórą gładką, bez skazy.
Łączą nas wprawdzie krewni i znajomi,
ale w jej świecie prawie wszyscy żyją,
a w moim prawie nikt
z tego wspólnego kręgu.
Tak mocno się różnimy,
tak całkiem o czym innym myślimy, mówimy.
Ona wie mało -
za to z uporem godnym lepszej sprawy.
Ja wiem o wiele więcej -
za to nie na pewno.
Pokazuje mi wiersze,
pisane pismem starannym, wyraźnym,
jakim ja nie piszę już od lat.
Czytam te wiersze, czytam.
No może ten jeden,
gdyby go skrócić
i w paru miejscach poprawić.
Reszta niczego dobrego nie wróży.
Rozmowa się nie klei.
Na jej biednym zegarku
czas chwiejny jeszcze i tani.
Na moim dużo droższy i dokładny.
Na pożegnanie nic, zdawkowy uśmiech
i żadnego wzruszenia.
Dopiero kiedy znika
i zostawia w pośpiechu swój szalik.
Szalik z prawdziwej wełny,
w kolorowe paski
przez naszą matkę
zrobiony dla niej szydełkiem.
Przechowuję go jeszcze.
Ciekawostka z życia wzięta.
Wspomnienie spisane prawie na żywo, z okresu przed Dobrą Zmianą
"Dziś wieczorem w Radiowej Jedynce słuchałam rozmowy z Michałem Rusinkiem – sekretarzem Pani Wisławy Szymborskiej, o jego pracy u Niej i swojej.
Opowiadał m.in, że miała zwyczaj na zadawane przez dziennikarzy pytania odpowiadać
.....to baaardzo dobre pytanie. Bardzo dobre pytanie. Jest tak dobre, że muszę się zastanowić. Proszę zgłosić się po odpowiedź jutro, lub za dwa tygodnie. Albo lepiej... na wiosnę.
Często odpowiedź też
brzmiała „ a wie pan, to jest dobry temat na wiersz „
I tak jeden jedyny raz - zastrzegł się
p. Rusinek - scena z jego życia
prywatnego posłużyła Wisławie Szymborskiej za kanwę wiersza „Mała
dziewczynka ściąga obrus”
Jego szefowa miała zwyczaj około godz. dziesiątej dzwonić do swojego sekretarza.
Ten akurat zajęty był porannym
karmieniem zupką – papką jak się
dosłownie wyraził - swojej bodajże 1,5 - rocznej córeczki. Zanim dobiegł do telefonu, a wtedy jeszcze nie
było komórek, obrus wraz z całym „dobytkiem inwentarza „ zsunął się na dywan, ściągnięty
zwinnymi, a jakże - łapkami córeczki.
Szymborska
poznała
po jego głosie, że coś mu przeszkadza skupić się na rozmowie i gdy dowiedziała
się dlaczego – powiedziała:
A wie pan to jest dobry temat na
wiersz „ po czym położyła słuchawkę."
Tak naprawdę przygotowałam na dziś zupełnie co innego, też wiersz Wisławy Szymborskiej może ciekawszy…. Ale ponieważ znalezione po latach wspomnienie wydało mi się równie ciekawe, a wiersz pogodny i przypominający zapewne dotąd - dorosłej już córce Michała Rusinka jakie to w dzieciństwie robiła ojcu psikusy.
A wiersz, który miałam zamieścić poczeka do jutra.
Uśmiech - zwiastun
porozumienia.
Uśmiech - czułość.
Uśmiech- nieśmiałość
uczuć.
Uśmiech - lęk słowa
Adamowi Zagajewskiemu - z troską:

Pożółkły dworzec
wypluł mnie
Bogdan Urbankowski (ur. 1943 r w Warszawie), poeta, eseista dramaturg i filozof.
Jest autorem ponad 40 książek – dramatów, esejów i zbiorów poezji. Wśród nich
znajdują się monografie Polaków – Adama Mickiewicza Józefa Piłsudskiego, Karola Wojtyły czy Zbigniewa Herberta
Erotyk dla następcy
Przeprowadź ją przez pokój
niby ścieżką wśród lasu
na stole
zapal różę
dobrą jak nocna lampka
Potem
rozbieraj ją delikatnie
z obronnych gorsetów
z zaciśnięcia rąk
drżenia ramion ...
Otul szeptem.
A jeśli kiedyś
wybiegnie nagle z pokoju
biegnij za nią
nie pozwól
ukryj jej twarz
w swych rękach
mów słowa
dużo słów
te wszystkie
których ja zapomniałem
których się wstydziłem
Proszę cię
ty
którego nienawidzę
który przyjdziesz po mnie
by z jej drobnych piersi
zdrapać ślady mych rąk
rozchylić jej kolana
proszę cię
bądź dla niej dobry
II
Nie wiesz
że będziesz kochał mnie
że powie ci słowa
wypróbowane ze mną
że w jej włosach
poczujesz mój oddech
na jej brzuchu
napotkasz nocą
moje ręce
I jeśli czasem
wciągając cię w siebie
aż do zachłyśnięcia
pomyli nasze imiona -
nie myśl o mnie z nienawiścią
to ja
uczyłem ją jak dziecko
nie wstydzić się krzyku imion nagich ciał
to ja
czasem jeszcze mówię do ciebie
wtedy
myślałem
że mówię tylko do niej
III
Twój cień w jej oczach
to mój cień
jej głos pełen niepokoju
to mój głos
gdy ona cofa się z lękiem
ja powracam
pamiętaj
na każde twoje słowo
zbyt ostre
na każdy gest
nie dość szczery
ja powracam
pamiętaj
I jeśli kiedyś sama
zapłacze nocą
nie wchodź do jej pokoju
już ja
będę przy niej