Etykiety

wtorek, 16 marca 2021

Ludwik Jerzy Kern – Psi aktorzy

 

Niech się uśmiecha ten i ów,
Lecz przecież fakt to oczywisty,
Że większość – znaczna większość psów -
Ma w sobie coś z artysty.

Można by to określić tak -
Wbrew stosom reguł i prawideł -
Że pies to taki wolny ptak,
Co kości je i nie ma skrzydeł.

Pies pięknie różne role gra.
Sztuka aktorska jest psu znana.
Pies czasem gra innego psa,
A czasem panią albo pana.

Pies umie zagrać ból i żal,
Rozpacz, tęsknotę i oddanie.
I umie patrzeć w siną dal
Niby aktorka na ekranie.

Lecz najzabawniej wtedy jest,
Kiedy spotkają się w niedzielę
Gdzieś w parku dwa komiki psie,
Dwa czworonożne fernandele.


poniedziałek, 15 marca 2021

Władysław Szlengel – Płyną Okręty

 

płyną okręty po bezdrożach
po oceanach i po morzach
płyną dniami płyną nocami
płyną okręty z uchodźcami
jadą i jadą – tu i tam
pukają do portów i do bram
a świat się zamknął zaryglował
więc płyną w nieskończony rejs
bo gdzie pojadą – wszędzie słowa
wyryte na bramach –

NIE MA MIEJSC! 


płyną okręty płyną okręty
poprzez lazury i poprzez odmęty
okręt jest trumną – nie okrętem
lazur jest czarnym atramentem
starczyłoby tego atramentu
aby napisać miliard listów
by odpowiedzi dać nie mniej
miliard listów bez sentymentów
dwa słowa tylko:


NIE MA MIEJSC!


więc pozostają na okrętach
aby się włóczyć po odmętach
ni to korsarze – ni to piraci
ani dziwacy – jacyś bogaci
ani herosi – ni włóczykije
ludzie bez jutra – dusze niczyje
ludzie wypluci z ludzkich kniei
ludzie dla których:


NIE MA MIEJSC!


kręci się kręci kula świata
w skarby i cuda tak bogata
słońce ją poświeci – kwieciem się mai
tyle ma lądów – tyle krai
nagle stanęła – czy chce mieć lżej?
proszę wysiadać –


NIE MA MIEJSC! 

płyną okręty…
płyną okręty…
płyną okręty z uchodźcami…

Władysław Szlengel, 1938 


sobota, 13 marca 2021

KORNEL FILIPOWICZ


 Nowelista, powieściopisarz, scenarzysta, poeta - miłość życia Wisławy Szymborskiej  Zmarł w  wieku 87 lat. pod koniec lutego 1990 roku. Doczekał jeszcze upadku komunizmu, ale nie zobaczył już budowy nowej rzeczywistości 

Był  sygnatariuszem Memoriału 59, listu otwartego intelektualistów protestujących przeciw zmianom w Konstytucji PRL (wpisaniu kierowniczej roli PZPR i wieczystego sojuszu z ZSRR).


Wiersze Kornela Filipowicza:

ŚWIĘTOŚĆ

Nie można być świętym
W całości od stóp do głów
Od rana do wieczora
Codziennie co godzina co chwila
 
To nie miałoby sensu
Byłoby śmieszne
Nie mówiąc już o tym
Że w dzisiejszych czasach
Nieosiągalne
ale
W mroku pogrążonemu
Zaszczutemu zajętemu sprawami
Mojego żołądka i skóry
Moich rąk i nóg
Jeśli czasem
Raz na tydzień
Raz na rok
Choć na chwilę
Przestanę myśleć tylko o sobie
I poczuję że  jestem  komuś potrzebny
Że stać mnie na to
Aby w czyjejś obronie
Być odważnym i bezinteresownym
To jakby odblask światła
Którego źródło jest mi nie znane
I niewidoczne
To jakby iskra albo promień
Który nagle przebił ciemność
Dotknął jakiegoś miejsca we mnie
I sprawił że zaświeciło
i całego mnie na chwilę rozjaśniło
Szkoda tylko
Że to tak krótko trwało
Że tak szybko zgasło.





„NIEWOLA”
 
W państwie totalitarnym
Wolność
Nie będzie nam odebrana
Nagle
Z dnia na dzień
Z wtorku na środę

Będą nam jej skąpić powoli
Zabierać po kawałku
(Czasem nawet oddawać
Ale zawsze mniej niż zabrano)

Codziennie po trochę
W ilościach niezauważalnych
Aż pewnego dnia
Po kilku lub kilkunastu latach
Zbudzimy się w niewoli 










Ale nie będziemy o tym wiedzieli
Będziemy przekonani
Że tak być powinno
Bo tak było zawsze.


piątek, 12 marca 2021

Ela Gruszfeld – LUDZIE, O KTÓRYCH…

 

NIECH  PAMIĘTA

Wyrzeźbiona latami i pracą dłoń niespiesznie gładziła fotografię 
młodej dziewczyny. 

Na kolana postaci siedzącej na krześle spływał imponujący blond warkocz.

 – Ela widzi, jaka ja była śliczna, jak była młoda? Taki gruby warkocz, że chłopakom oczy pałały, a ja jego wybrała, bo był dobry człowiek i zapobiegliwy. 

Dobrze, że nie dożył – przyszli i zabrali… i dom, i sad… Obejmowałam jabłonki, płakałam… Dobrze, że nie doczekał… 

A dobry był człowiek. Nawet we wojnę było co jeść – do handlu miał głowę, 
to i pieniądz był. 

Ale bił i kobiety lubił.., ale dobry człowiek, zapobiegliwy… 

Teraz tu czasem syn przychodzi. Bija też, jak co źle zrobię, bo nerwowy. 

A Ela niech pamięta: Jak przyjdzie sąsiadka, Ela mówi, że Ela moja wnuczka. Że od matki do babki uciekła, bo babka lepsza. 

Córka nie przyjeżdża, bo daleko.., to i wnuczka… 

Dłoń ponownie głaszcze zdjęcie. 

– Widzi Ela, jaka ja była śliczna? 
Ela pamięta: Ela moja wnuczka. 


Antoni Słonimski - Credo

 

Łotrem jest, kto w młodości znosi kompromisy,
Kogo nęci brzuch pełny lub wypchana kiesa...
Łotrem jest, kto nie marzy, jak ten z Cervantesa,
Aby słońca dosięgnąć złotym ostrzem spisy.

Godzien wzgardy, kto jeno pełnej szuka misy
I kto iskier mieczami śmiałości nie krzesa,
Kogo wstrzyma w zapędzie ostrożności kresa,
Kto nie lata jak orły - lecz stąpa jak lisy.

Młodość winna być nagła i ostra jak klinga.
Fale życia pruć chyżo jak łódka wikinga,
Śmiałym okiem w najdziksze przenikać ostępy,

Nim przezornej starości wiek nadejdzie tępy,
Zanim los orle skrzydła łamiący na strzępy,
Nie zmieni piór skrzydlatych na pióra flaminga.


czwartek, 11 marca 2021

Anna Świrszczyńska - Szukając sensu


Fot. Nathalie Picoulet 

                                                                                                  

Szukając sensu

skrócę miłość

w pierwsze i ostatnie spojrzenie.


Skrócę cierpienie

w lęk i ulgę.


Skrócę szczęście

w nadzieję i echo.


Skrócę życie

w przedtem i potem. 


środa, 10 marca 2021

Ewa Lipska - I po co ci ta śmierć

 



I po co ci ta śmierć


I po co ci ta śmierć.
Zapisałeś się do niej.
 
I po co ci te prawdy
pochowane w grobach.
 
Te owacje i tłumy
podpalające ogień.
 
Ta zielona sałata
na martwym obiedzie.
 
I po co ci ta
długowieczna śmierć
 
gdy słońce w drodze
i biała biedronka

wtorek, 9 marca 2021

Ján Zambor ( slovenský básnik ) - A gdy będziecie mieli dość

 

A gdy będziecie mieli dość swych betonowych pól 
pokażę wam w pęknięciach źdźbła wstającej trawy. 

A gdy przytłoczą was cementowe ściany 
pokażę wam w tych ścianach piasek i kamyki z 
rzek dzieciństwa. 

Samotnym - ślady wielu ludzkich rąk na sprzętach. 

Wam, którzy nie możecie wyjść z kamiennych 
bloków 
wiosną będą wypuszczać listki i kwitnąć 
drewniane meble, 
jesienią na wydeptany dywan spadną dojrzałe 
owoce. 

Cóż innego mogę wam dać w wierszu 
jak tylko to, co niezbędne.
Nie będę kłamał. 
Nie przemilczę cierpienia, starości i śmierci. 


Chcę się tylko przyczynić
do godności życia.

tłum. ze słowackiego Bohdan Urbankowski

poniedziałek, 8 marca 2021

Stanisław Barańczak • NOWE ZARAZY

 

Wiersz ponadczasowy, prawie wizjonerski
z tomu "Chirurgiczna precyzja" 1998


Nowe zarazy, uodpornione
na nasze – taką budzące ufność! –
szczepionki; jeszcze jedną osłonę
uznać za próchno?
 
Gorzej: za śnieżnobiały parawan,
wszechhigieniczny powód do dumy,
z którym się jednym ciosem rozprawia
maczeta dżumy
 
w jej ulepszonej, to znaczy sroższej
dla ofiar, to znaczy dla nas, wersji?
Kto najstaranniej sterylny, ostrze
poczuje pierwszy?
 
Fatalne będzie w tej epidemii
również to, że choć mikrob zuchwały
jest nowy – wszyscy prawić zaczniemy
stare banały.
 
Co za okazja do mów i kazań!
Dla moralisty – temat jak znalazł:
Grzęźliśmy w grzechu, więc… - tu zaraza
przerwie mu zaraz.
 
Telewizyjny ekspert przypomni
wątpliwość, której Wolter dał wyraz:
Kara jest niewspółm… - i, nieprzytomny,
twarzą w stół: wirus.
 
Najgorzej, jeśli przeżyje pisarz:
będzie zapychał całkiem bezkarnie
plagiatem z Defoe albo Camusa
puste księgarnie.
 
Ja jednak wierzę w laboratoria
i w to, że wre w nich dzień i noc praca:
nie bez powodu je Nobli gloria
przecież ozłaca.
 
Ale nie, serio: gdyby z tej pracy
nic wyjść nie miało oprócz omyłek,
wciąż byłbym wdzięczny cywilizacji
za sam wysiłek,
 
za traktowanie po ludzku stworzeń,
które przymknięta próżni powieka
nakrywa na tym samym wciąż losie
tylko-człowieka

niedziela, 7 marca 2021

Wisława Szymborska - Kilkunastoletnia

 

Ja - kilkunastoletnia?
Gdyby nagle, tu, teraz, stanęła przede mną,
czy miałabym ją witać jak osobę bliską,
chociaż jest dla mnie obca i daleka?

Uronić łezkę, pocałować w czółko
z tej wyłącznie przyczyny,
że mamy jednakową datę urodzenia?

Tyle podobieństwa między nami,
że chyba tylko kości są te same,
sklepienie czaszki, oczodoły.

Bo już jej oczy jakby trochę większe,
rzęsy dłuższe, wzrost wyższy
i całe ciało obleczone ścisle
skórą gładką, bez skazy.

Łączą nas wprawdzie krewni i znajomi,
ale w jej świecie prawie wszyscy żyją,
a w moim prawie nikt
z tego wspólnego kręgu.

Tak mocno się różnimy,
tak całkiem o czym innym myślimy, mówimy.
Ona wie mało -
za to z uporem godnym lepszej sprawy.
Ja wiem o wiele więcej -
za to nie na pewno.

Pokazuje mi wiersze,
pisane pismem starannym, wyraźnym,
jakim ja nie piszę już od lat.

Czytam te wiersze, czytam.
No może ten jeden,
gdyby go skrócić
i w paru miejscach poprawić.
Reszta niczego dobrego nie wróży.

Rozmowa się nie klei.
Na jej biednym zegarku
czas chwiejny jeszcze i tani.
Na moim dużo droższy i dokładny.

Na pożegnanie nic, zdawkowy uśmiech
i żadnego wzruszenia.

Dopiero kiedy znika
i zostawia w pośpiechu swój szalik.

Szalik z prawdziwej wełny,
w kolorowe paski
przez naszą matkę
zrobiony dla niej szydełkiem.

                    Przechowuję go jeszcze.


sobota, 6 marca 2021

Wisława Szymborska - Mała dziewczynka ściąga obrus / historia powstania wiersza /

 

Ciekawostka z życia wzięta.

Wspomnienie spisane prawie na żywo,  z okresu przed Dobrą Zmianą  

 

"Dziś wieczorem w Radiowej Jedynce  słuchałam rozmowy z Michałem Rusinkiem – sekretarzem Pani Wisławy Szymborskiej, o jego pracy u Niej i swojej.

Opowiadał m.in,  że miała zwyczaj na zadawane przez dziennikarzy pytania odpowiadać 

.....to baaardzo dobre pytanie. Bardzo dobre pytanie. Jest tak dobre, że muszę się zastanowić. Proszę zgłosić się po odpowiedź jutro, lub za dwa tygodnie.  Albo lepiej... na wiosnę.  

Często odpowiedź też brzmiała „ a wie pan, to jest dobry temat na wiersz „  

I tak jeden jedyny raz - zastrzegł się p. Rusinek  - scena z jego życia prywatnego posłużyła Wisławie Szymborskiej  za kanwę wiersza  „Mała dziewczynka ściąga obrus”

Jego szefowa miała zwyczaj około godz. dziesiątej dzwonić do swojego sekretarza. 

Ten akurat zajęty był porannym karmieniem zupką – papką  jak się dosłownie wyraził  - swojej  bodajże 1,5 - rocznej córeczki.  Zanim dobiegł do telefonu, a wtedy jeszcze nie było komórek, obrus wraz z całym „dobytkiem inwentarza „ zsunął się na dywan, ściągnięty zwinnymi, a jakże - łapkami córeczki.

Szymborska poznała po jego głosie, że coś mu przeszkadza skupić się na rozmowie i gdy dowiedziała się dlaczego – powiedziała:

A wie pan to jest dobry temat na wiersz „ po czym położyła słuchawkę."



 „Mała dziewczynka ściąga obrus”
 
Od ponad roku jest się na tym świecie,
a na tym świecie nie wszystko zbadane
i wzięte pod kontrolę.
 
Teraz w próbach są rzeczy,
które same nie mogą się ruszać.
 
Trzeba im w tym pomagać,
przesuwać, popychać,
brać z miejsca i przenosić.
 
Nie każde tego chcą , na przykład szafa,
kredens, nieustępliwe ściany , stół.
 
Ale już obrus na upartym stole
- jeżeli dobrze chwycony za brzegi -
objawia chęć do jazdy.
 
A na obrusie szklanki, talerzyki,
dzbanuszek z mlekiem, łyżeczki, miseczka
aż trzęsą się z ochoty.
 
Bardzo ciekawe, jaki ruch wybiorą,
kiedy się już zachwieją na krawędzi:
wędrówkę po suficie?
lot dokoła lampy?
skok na parapet okna , a stamtąd na drzewo?
 
Pan Newton nie ma jeszcze nic do tego.
Niech sobie patrzy z nieba i wymachuje rękami.
 
Ta próba dokonana być musi.
I będzie.



Tak naprawdę przygotowałam na dziś zupełnie co innego, też wiersz Wisławy Szymborskiej może ciekawszy…. Ale ponieważ znalezione po latach wspomnienie wydało mi się równie ciekawe, a wiersz pogodny i przypominający zapewne dotąd - dorosłej już córce Michała Rusinka jakie to w dzieciństwie robiła ojcu psikusy.  

A wiersz, który  miałam zamieścić poczeka do jutra. 

Anny Kamieńskiej rozmyślania.

 


Samotność
 
Samotność dzieciństwa
- ponieważ nie umie szukać przyjaźni.
 
Samotność młodości,
bo szuka przyjaźni daremnie i bezskutecznie.
 
Samotność dojrzałości,
bo jest wiekiem klęski i wiekiem świadomości.
 
Samotność starości,
ponieważ wszystko jest poza nią.
 
Samotność umarłych.



                                                  




UŚMIECH

Uśmiech - zwiastun porozumienia.

Uśmiech - czułość.

Uśmiech- nieśmiałość uczuć.

Uśmiech - lęk słowa







piątek, 5 marca 2021

Bogdan Urbankowski - POLSKI SAMSA*

 

Adamowi Zagajewskiemu - z troską:


Remont domów kalekich, osypujących się w nicość
usuwanie zielonkawych śmietnisk już-już zalewających przedmieścia
oj, niedobry, niedobry to czas dla insektów
ale w pewnym sensie i szansa – może ostatnia –
aby przypomnieć światu o wielu ważnych sprawach
zwłaszcza o sobie.


Wypełznąć z kilku szpar na raz
poślinionym skrzydełkiem sprawdzić skąd wieje wiatr
tylko do tego jeszcze nadaje się skrzydło poety.

Wraz z włosami minęły czasy
gdy marzył o wyjeździe do Lwowa – miasta na siedmiu wzgórzach legend
Teraz tylko do Targowicy
ten sam kierunek – zysk pewniejszy.
Trzeba tylko zasłużyć, zatańczyć
może ktoś zaklaszcze, zamlaszcze
rzuci na drogę srebrnik.

Przepis na poezję dziś jest prosty
głośnym szlochem, błazeńską śpiewką
zwabia się gawiedź z okolicy
- w ten sposób można pomóc
uciec szabrownikom – nawet z łupem.





Śpiewając trzeba tylko starannie podmieniać słowa:

bluźniercę nazwać artystą niezmiernie awangardowym

zaś wyjazd złodzieja do wód z przyjaciółmi i sową
opisać jako wygnanie na wyspę Madagaskar
gdzie wszystkich zżarły krwawe ośmiorniczki.

Co więcej można zrobić, jaką sztuczkę
by zasłużyć na srebrniki?

To nie jest wiersz o jednoskrzydłym karaluchu
to nie jest wiersz o poecie
to wiersz o poecie, który postanowił
zmienić się w karalucha

17.I 2016



*Samsa - bohater opowiadania Kafki, 

który zamienia się w obrzydliwego, wielkiego robaka,.


Bohdan Urbankowski - Wiersze miłosne

 

Niewysłany list


1
 
Trzymam w ręku
niewysłany list,
przekreślam jakieś słowo
— zachłystuje się,
milknie.
 
Kiedyś
nie wstydziliśmy się słów
zanurzeni w sobie, pulsujący
mocno
jak krew w żyle —
potrafiliśmy być dla siebie
nadzy,
 
potrafiliśmy
krzyczeć i płakać i śmiać się

całym ciałem

naprawdę.



Dziś

nie potrafię już mówić —

boję się słów
jak nagłego
szarpnięcia drzwi
 
 2
 
Nie obronię niczego
słowa
były zbyt ciche, gesty
ulotne jak muśnięcie
ręką o włosy. Nic,
nie zostaje
po latach





wspomnisz o naszej miłości
jakbyś
mówiła o pokoju
z którego już wybiegli kochankowie:
 
szare ściany
za oknem
krzywo wiszący pejzaż
i tylko
pogłos
uderzających o framugę drzwi.
 
3
 
Przypomnij
choć jedno słowo, choć...
Przecież
wtedy mówiłem
do Ciebie
potrafiłem
 
Jeszcze
szepcę słowami, które pozostały
 
Jeszcze
piszę czasami wiersz —
jak wdowiec, który sprzedaje
obrączki,
bransoletę żony.
 
4
 
Nieobecna
jesteś wciąż we mnie
jak młodość
w każdym pęknięciu warg
w każdej zmarszczce


Sheri Altwood


5

 Pożółkły dworzec

wypluł mnie

— niedopałek —
między kamienie ulic
 
To w tym mieście
byliśmy kiedyś
młodzi
 
Do starych fontann.



Trzecia miłość 


Trzecia miłość - ta mądra
znająca wszystkie chwyty, umiejętnie
podkreślająca swą urodę szminką
 
Trzecia miłość
nie bojąca się ciąży brzydoty ostrych słów
tnących twarze jak zmarszczki
Nie grożąca już śmiercią
Nie pragnąca nieśmiertelności
 
Ale to nie jest trzecia miłość, Kochana
ani nawet druga. Z niepokojem
patrzący w lustra i oczy
w których dogasa płomyk kolejnego dnia
jak
jak damy sobie radę
z tą nagłą pierwszą miłością?
 
Jak odważymy się całować w parku
przytulać w tańcu wśród par
młodszych, zgrabniejszych niż my - -
Jak odważymy się być młodsi od nich?
Jak odważymy się być najpiękniejsi?



 Z niepewnym krzykiem, jak tonący
opadamy spleceni nogami
o świcie
morze wyrzuci na brzeg nasze ciała
martwe
czy już nie bojące się śmierci?


środa, 3 marca 2021

Bogdan Urbankowski - Wiersze miłosne

 

Bogdan Urbankowski (ur. 1943 r w Warszawie),  poeta, eseista dramaturg i filozof.
Jest autorem ponad 40 książek – dramatów, esejów i zbiorów poezji. Wśród nich znajdują się monografie Polaków – Adama Mickiewicza Józefa Piłsudskiego, Karola Wojtyły czy Zbigniewa Herberta

Erotyk dla następcy

Przeprowadź ją przez pokój
niby ścieżką wśród lasu
na stole
zapal różę
dobrą jak nocna lampka

Potem
rozbieraj ją delikatnie
z obronnych gorsetów
z zaciśnięcia rąk
drżenia ramion ...
Otul szeptem.

A jeśli kiedyś
wybiegnie nagle z pokoju
biegnij za nią
nie pozwól
ukryj jej twarz
w swych rękach
mów słowa
dużo słów
te wszystkie
których ja zapomniałem
których się wstydziłem





Proszę cię
ty
którego nienawidzę
który przyjdziesz po mnie
by z jej drobnych piersi
zdrapać ślady mych rąk
rozchylić jej kolana
proszę cię
bądź dla niej dobry


II

Nie wiesz
że będziesz kochał mnie
że powie ci słowa
wypróbowane ze mną
że w jej włosach
poczujesz mój oddech
na jej brzuchu
napotkasz nocą
moje ręce

I jeśli czasem
wciągając cię w siebie
aż do zachłyśnięcia
pomyli nasze imiona -
nie myśl o mnie z nienawiścią

to ja
uczyłem ją jak dziecko
nie wstydzić się krzyku imion nagich ciał
to ja
czasem jeszcze mówię do ciebie
wtedy
myślałem
że mówię tylko do niej

III

Twój cień w jej oczach
to mój cień

jej głos pełen niepokoju
to mój głos

gdy ona cofa się z lękiem
ja powracam
pamiętaj

na każde twoje słowo
zbyt ostre

na każdy gest
nie dość szczery
ja powracam
pamiętaj

I jeśli kiedyś sama
zapłacze nocą
nie wchodź do jej pokoju
już ja
będę przy niej 

 

Mal. Henri Gervex - Rolla