Archiwum bloga

środa, 18 sierpnia 2021

Zbigniew Herbert - Mama

 

Myślałem:
nigdy się nie zmieni
 
zawsze będzie czekała
ubrana w białą suknię
i niebieskie oczy
na progu wszystkich drzwi
 
zawsze będzie uśmiechała się
wkładając ten naszyjnik
 
aż nagle
urwała się nitka
teraz perły zimują
w szparach podłogi
 
mama lubi kawę
ciepły kafel
spokój
 
siedzi
poprawia okulary
na szpiczastym nosie
czyta mój wiersz
i siwą głową mu zaprzecza
 

ten który upadł z jej kolan
zaciska usta i milczy
więc niewesoła rozmowa
pod lampą źródłem słodyczy
 
nieunoszony żalu
z jakich pije on studni
po jakich drogach chodzi
syn niepodobny do marzeń
 
karmiłam mlekiem łagodnym
jego spala niepokój
krwią go obmyłam ciepłą
ręce ma zimne i szorstkie
 
z daleka od twoich oczu
przebitych ślepą miłością
łatwiej unieść samotność
 
za tydzień
w zimnym pokoju
ze ściśniętym gardłem
czytam jej list
 
w tym liście
litery stoją osobno
jak kochające serce.


4 komentarze:

jotka pisze...

Trudna miłość matczyna, jeszcze trudniejsze synowskie uczucia...

BBM pisze...

Smutny wiersz.

donka pisze...

Wiem cos o tym Jotko.
Pozdrawiam serdecznie.

donka pisze...

Smutny wiersz.... skomplikowane relacje poety z tymi, których darzył uczuciem.

Pozdrawiam .