Archiwum bloga

niedziela, 8 sierpnia 2021

Monika Kunstman - Epikryza

 
Kiedyś miałam nadzieję
Miała smak miętowy
Zapach ogórków po burzy
Kuchni z cynamonem
I w dotyku jak krople rosy ręką w mokrej trawie
Albo jak czysta chłodna pościel zanim przyszedł sen
 
Nie wiem jakie na ciebie czekają kuchnie i zapachy
Jakie chmury w dzień letni biedronki w ogrodzie
Piórka w trawie jakich patyków i sznurków
Pełne kieszenie jakie potwory w ciemnych kątach nocą
 
Synku
 
Wkładam cię do koszyka na wodę przyszłości
Płynie ku brzegom nieznanym
Tak tu cicho noc szpital lampki aparatów
Cicho stąpa personel i unosi brwi
Dyskretny uśmiechnięty profesjonalnie ślepy głuchy
I niemy tylko szepty tam gdzie trzeba krzyczeć
 
Sekundy tną jak nóż do rozcinania papieru
Kartka po kartce twoja strona niezapisana
Na mojej
Czarne bazgroły i nie ma już miejsca
Na czyste wyraźne linie stół komin i dom
I słoneczko
 
Maleńki
 
Masz jak twój ojciec oczy w kształcie migdałów
Ciemne brwi mojej matki
Ale pozostają ci jeszcze inne krzywizny odcienie
Akcenty barwa głosu gesty i uśmiechy
Te już będą zwierciadłem całkiem innych światów





Mój palec zaciśnięty w twojej piąstce synku
To tylko odruch atawizm bez cienia świadomości
I może bez znaczenia - ale także
To twardy fakt: trzymasz mnie za rękę
Mój palec twoja mała dłoń jeszcze chwilę sekundę
 
Może pani wróci do siebie tu będzie wizyta
 

Już ranek



"Matka wypisana z oddziału na własne żądanie przed

ukończeniem drugiej doby po porodzie siłami natury.
Pozostawia w szpitalu dziecko własne, urodzone dnia...
Stan zdrowia dziecka dobry.
Poinformowana o przysługujących jej prawach i postępowaniu.
Dane osobowe oraz oświadczenie w załączeniu."
 
W załączeniu:
Pustka


Źródło :  „Listy z Krainy Snów”

5 komentarzy:

BBM pisze...

Zaskakujące. Musiałam przeczytać po raz drugi, żeby wejść w klimat.

izabela pisze...

Też piszę poezję

jotka pisze...

Totalne zaskoczenie...

donka pisze...

Znam już ten wiersz .... ale też czytając go po raz pierwszy nie spodziewałam się takiego zakończenia..... bardzo poruszającego. I pewnie prawdziwego dla matek rozstających się na zawsze ze swoim dzieckiem

Pozdrawiam serdecznie...
Jotko czytałam Twój reportaż, oglądałam zdjęcia.... nie zostawiłam komentarza bo mam dziś zły dzień..

donka pisze...

Izabelo byłam na Twoim blogu, ale nie znalazłam poezji. Może nie umiałam szukać.
Pozdrawiam .