Etykiety

środa, 18 sierpnia 2021

Zbigniew Herbert - Mama

 

Myślałem:
nigdy się nie zmieni
 
zawsze będzie czekała
ubrana w białą suknię
i niebieskie oczy
na progu wszystkich drzwi
 
zawsze będzie uśmiechała się
wkładając ten naszyjnik
 
aż nagle
urwała się nitka
teraz perły zimują
w szparach podłogi
 
mama lubi kawę
ciepły kafel
spokój
 
siedzi
poprawia okulary
na szpiczastym nosie
czyta mój wiersz
i siwą głową mu zaprzecza
 

ten który upadł z jej kolan
zaciska usta i milczy
więc niewesoła rozmowa
pod lampą źródłem słodyczy
 
nieunoszony żalu
z jakich pije on studni
po jakich drogach chodzi
syn niepodobny do marzeń
 
karmiłam mlekiem łagodnym
jego spala niepokój
krwią go obmyłam ciepłą
ręce ma zimne i szorstkie
 
z daleka od twoich oczu
przebitych ślepą miłością
łatwiej unieść samotność
 
za tydzień
w zimnym pokoju
ze ściśniętym gardłem
czytam jej list
 
w tym liście
litery stoją osobno
jak kochające serce.


wtorek, 17 sierpnia 2021

Wiersze Teresy Ferenc

Teresa Ferenc ur. 27 kwietnia 1934 w Ruszowie-Kolonii koło Zamościa)  Pochodzi z rodziny chłopskiej. 

Będąc 9-letnim dzieckiem przeżyła 1 czerwca 1943 pacyfikację wsi Sochy, w której Niemcy zamordowali około 200 ludzi, w tym jej rodziców. Musiała opiekować się młodszym rodzeństwem: 5-letnim bratem i 2-letnią siostrą. Jako sierota była wychowywana u krewnych i w domach dziecka.

Z wykształcenia jest plastykiem-pedagogiem.

W 1956 wyszła za mąż za poetę Zbigniewa Jankowskiego. Wychowała dwie córki, poetki: Anetę (Anna Janko) i Milenę (Milena Wieczorek). Od 1975 Teresa Ferenc z rodziną zamieszkała w Sopocie.

W swojej poezji porusza m.in. tematy związane z miłością, cielesnością i macierzyństwem, powraca też często do tragedii w  z dzieciństwa.. 


Teresa Ferenc

Wojny

Maj
tak
to był pierw­szy czerw­ca
Kwi­tły drze­wa 1943 roku
Z pą­ków roz­wi­ja­ły się
pta­ki w po­chod­nie

Sier­pień
tak
to był li­sto­pad
Czar­ne li­ście osi­ki
drża­ły
płacz w oczo­do­łach

 

Na omsza­łych ka­mie­niach
mo­kry wiatr

Wrze­sień tak to był
gru­dzień
W bia­łych ciem­no­ściach
wszyst­kie na­sze dzien­ne spra­wy
W drzwiach go­to­wał się śnieg
Na­gle próg pod­niósł się
Na nim z gip­sem w po­wie­kach
już nie mogę za­mknąć oczu



Olga Boznańska

Teresa Ferenc
Stare dziecko
 
Wśród rachitycznych drzew
wapiennego nieba
zgubiłam stare dziecko
 
Ani je przygarnąć -
jest jak garstka zwiędłej trawy
spoza horyzontu
 
Ani pogłaskać -
głowę ma obolałą
aż po czubki włosów
 
zmęczone serce wpięto mu w klatkę
jak motyla
Kołata skrzydełkami
ale już zapomniało
jak biegnie trawa
w przeciwnym kierunku
 
Mosty którymi chodziliśmy
do siebie
dziurami zarosły
Zabłądziliśmy do cudzych jabłoni
Ktoś tu klęczy
Ktoś za nas powtarza
- moja wina moja wina
Niczyja
Trzeba było dojść
do tego miejsca 



Arthur Braginsky
Teresa Ferenc
PAMIĘĆ


Źró­dłem się pod­ziem­nym
do­bi­jasz
wo­łasz
Ni­g­dzie uj­ścia
 
Szczel­nie cię za­mknę­łam
 
Ob­ję­łam tak moc­no
 
że chcąc twój bieg za­mknąć
sie­bie za­trza­snę­łam
 
Szu­kam po omac­ku
noc mi się po­głę­bia
 


Co­raz bar­dziej je­steś
im bar­dziej cię nie ma


sobota, 14 sierpnia 2021

MOJA NIDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

 


TADEUSZ RÓŻEWICZ - Przepaść


 


 

Bab­cia w czar­nych suk­niach
w dru­cia­nych oku­la­rach
z la­secz­ką
sta­wia sto­pę
nad prze­pa­ścią kra­węż­ni­ka cofa
roz­glą­da się bo­jaź­li­wie
choć nie wi­dać śla­du sa­mo­cho­du





Pod­bie­ga do niej chłop­czyk
bie­rze za rękę
i prze­pro­wa­dza
przez ot­chłań uli­cy
na dru­gi brzeg
Roz­stę­pu­ją się
strasz­li­we ciem­no­ści
na­gro­ma­dzo­ne nad świa­tem
przez złych lu­dzi
kie­dy w ser­cu
ma­łe­go chłop­ca
świe­ci iskier­ka
mi­ło­ści

piątek, 13 sierpnia 2021

Marian Hemar - Walczyk mojej prababki

 














Dziwna rzecz, jak w kilka lat
Zmienił się współczesny świat
Znów walca tańczy się
Znów dzieci niańczy się




 













Cicho puka znów do drzwi
Moda sprzed wojennych dni
Cieniem wróciła
Wspomnieniem się tli























Znów się nosi czułe serca
Czuły uśmiech, czuły wzrok
Znowu flirt, znowu mirt
Znowu szczęście we dwoje
Nie odchodź ode mnie na krok



 





Znów są w modzie sentymenty
Tomik wierszy, zwiędły kwiat
Stare, śliczne, romantyczne
Rekwizyty prababki sprzed lat





Znów się mówi o miłości
O wierności i o snach
Znowu flirt, znowu mirt
Znowu szczęście we dwoje
I słowik ukrywa się w bzach








czwartek, 12 sierpnia 2021

Andrzej Sikorowski - Zabierz mnie hen...

 


Zabierz mnie stąd daleko
Jak najdalej od tych wszystkich złych wydarzeń
Usiądziemy nad zieloną rzeką
To najlepsze lustro dla zmęczonych twarzy
 
Zabierz mnie hen od wrzawy
Bohaterką żadnej bitwy nie zostanę
Niech kołyszą nas wysokie trawy
I niech rosą zakwitają, gdy poranek
 

Ogrodzimy nasz malutki skrawek nieba
Na ten luksus zawsze starczy nam pieniędzy
Tutaj żadnych nam idoli nie potrzeba
o przepraszam mam jednego to jest księżyc


Ogrodzimy nasz malutki skrawek nieba
Razem z nim będziemy czasem deszczem płakać
Przytulimy się do stuletniego drzewa
Pewnie z czasem pomyślimy o dzieciakach


środa, 11 sierpnia 2021

JULIA HARTWIG - Prośba

 


Daj od­po­czy­nek
na­szym za­wi­ściom
na­szej po­gar­dzie pre­ten­sjom
że nie do­syć wy­niósł nas los

daj nam wi­dze­nie czy­ste
nie­podejrz­li­we
przy­po­mnij sło­dycz dzie­ciń­stwa
ży­ją­ce­go przy­go­dą dnia

ulżyj wi­nom któ­rych nie śmie­my
wy­po­wie­dzieć gło­śno
spraw aby to co nas prze­kra­cza
nie upo­ka­rza­ło nas
lecz bu­dzi­ło wdzięcz­ność i za­chwyt



wy­na­gródź tych któ­rzy dali
nam ra­dość
i oczysz­cza­ją­cy ból swo­ją sztu­ką

Spraw by­śmy oglą­dać mo­gli
jak Fe­de­ri­co Fel­li­ni
wjeż­dża do otwar­te­go nie­ba
przy grom­kich okla­skach tłu­mu 


George Byron - Na odległy widok wsi i szkoły Harrow na wzgórzu

George Gordon Byron


 O widowni dziecieństwa, której przypomnienie

Przenika dzień dzisiejszy jak zatruta strzała;
Gdzie nauka stroiła mię w pierwsze promienie,
Gdzie poznawałem przyjaźń - zbyt piękną, by trwała;
 
Gdzie tak miło przypomnieć towarzyszów roje,
Związanych koleżeństwem, wspólnotą swawoli;
Jakże nie bledniejące jest wspomnienie twoje,
Gdy mnie pieści tak słodko, choć tak gorzko boli!
 
Oglądam wzgórze, gdzieśmy walczyli z zapałem,
Łąki, gdzieśmy biegali, rzekę, gdzie płynęli
I szkołę, gdzie, zwołani donośnym sygnałem,
Z okaśmy nie spuszczali ust nauczycieli.
 


Znów oglądam to miejsce, kędym tylekrotnie
Na mogile siadywał o wieczornej porze
Lub dokoła cmętarza błąkał się samotnie,
By zobaczyć, jak zachód na kościele gorze. 

I oto znowu jestem w zatłoczonej sali,
Gdzie, Alonza ratował, grając rolę Zangi,
Widzowie zaź mą próżność głaszcząc, tak klaskali,
Żem śnił, iż już Mossopa dosięgnąłem rangi.
 
Lun jako Lear, przez córki z królestwa wyzuty
I z rozumu, na scenę biegłem z groźnym krzykiem-
I za sprawą oklasków tudzież własnej buty
Serio się być mniemałem wskrzeszonym Garrickiem.
 
O sny mego dziecięctwa, jak gonię za wami!
Nawet dzisiaj, gdym smutny jest i opuszczony,
Pamięć o was ułudą rozkoszną mnie mami
I na skrzydłach tęsknoty woła w wasze strony.
 
Życie ma dla mnie przyszłość samotną i ciemną;
Tęskna myśl nieraz pomknie wstecz i do was dotrze,
Im ciemniejsze się cienie gromadzą przede mną,
Tym promienie przeszłości są mej duszy słodsze.
 
A jeśli w przyszłych latach, omroczonych smutkiem,
Dane mi będzie przeżyć jaki dzień pogody,
Będę wspominał sobie z westchnieniem ciechutkiem:
"Ach, takie dnie miewałem, kiedy byłem młody..."
                   
1806

Przełożył Czesław Jastrzębiec - Kozłowski


poniedziałek, 9 sierpnia 2021

Krzysztof Daukszewicz - Mucha

 


Wpadła mucha do mieszkania,
brzęczy nie do wytrzymania
Ani myśleć, ani drzemać:
patrzcie owad też ekstrema!
 
Trzęsąc się przed konsekwencją,
drzwi otwieram po kryjomu
I do ucha muchy szepcę:
tylko mucho won mi z domu!
 
Zaraz, zaraz, drzwi zamykam,
bzykaj, muszko, niechaj bzyka
No bo nie wiem, co mnie spotka,
jeśli jest to patriotka...
 
Boże, Boże, co za szczęście,
żem zapobiegł strasznej gafie -
I kolejne drzwi otwieram,
mówiąc Muszko, mieszkaj w szafie


Zaraz, zaraz, co ty robisz,
garnek wylizuje do dna...
Może jest to emerytka
i dlatego taka głodna?


Boże, Boże, masz maleńka,
będziesz syta od tej pory,
Bo jeżeli będziesz głodna,
to nie pójdziesz na wybory...
 
Zaraz, zaraz, gdzie ty lecisz,
o żesz mucho ty skubana,
Co mi biurko penetrujesz,
a jeżeli jest nasłana?
 
Może sprawdza, czy wierzący,
i nim minie Anioł Pański,
Będę musiał na kolanach
przed wielebnym Łopuszańskim?
 
Zaraz, zaraz, gdzie ty lecisz,
przecież do łazienki idę!
Mucho, gdzie ty mi zaglądasz,
sprawdza, czy nie jestem Żydem?
 
Boże, Boże, co za czasy,
już od świtu aż do zmierzchu,
By prawdziwym być Polakiem,
trzeba jego mieć na wierzchu...
 
Zaraz, zaraz myślę dalej,
może przygrzać jej łopatą?
Lecz co będzie, gdy nie trafię,
a to jakiś prowokator?

Boże, Boże, co się dzieje,
skąd się wziął mój stan fatalny?
Przecież Polska już normalna,
tylko ja już nienormalny!


 

niedziela, 8 sierpnia 2021

Monika Kunstman - Epikryza

 
Kiedyś miałam nadzieję
Miała smak miętowy
Zapach ogórków po burzy
Kuchni z cynamonem
I w dotyku jak krople rosy ręką w mokrej trawie
Albo jak czysta chłodna pościel zanim przyszedł sen
 
Nie wiem jakie na ciebie czekają kuchnie i zapachy
Jakie chmury w dzień letni biedronki w ogrodzie
Piórka w trawie jakich patyków i sznurków
Pełne kieszenie jakie potwory w ciemnych kątach nocą
 
Synku
 
Wkładam cię do koszyka na wodę przyszłości
Płynie ku brzegom nieznanym
Tak tu cicho noc szpital lampki aparatów
Cicho stąpa personel i unosi brwi
Dyskretny uśmiechnięty profesjonalnie ślepy głuchy
I niemy tylko szepty tam gdzie trzeba krzyczeć
 
Sekundy tną jak nóż do rozcinania papieru
Kartka po kartce twoja strona niezapisana
Na mojej
Czarne bazgroły i nie ma już miejsca
Na czyste wyraźne linie stół komin i dom
I słoneczko
 
Maleńki
 
Masz jak twój ojciec oczy w kształcie migdałów
Ciemne brwi mojej matki
Ale pozostają ci jeszcze inne krzywizny odcienie
Akcenty barwa głosu gesty i uśmiechy
Te już będą zwierciadłem całkiem innych światów





Mój palec zaciśnięty w twojej piąstce synku
To tylko odruch atawizm bez cienia świadomości
I może bez znaczenia - ale także
To twardy fakt: trzymasz mnie za rękę
Mój palec twoja mała dłoń jeszcze chwilę sekundę
 
Może pani wróci do siebie tu będzie wizyta
 

Już ranek



"Matka wypisana z oddziału na własne żądanie przed

ukończeniem drugiej doby po porodzie siłami natury.
Pozostawia w szpitalu dziecko własne, urodzone dnia...
Stan zdrowia dziecka dobry.
Poinformowana o przysługujących jej prawach i postępowaniu.
Dane osobowe oraz oświadczenie w załączeniu."
 
W załączeniu:
Pustka


Źródło :  „Listy z Krainy Snów”

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

 



Seweryn Michałowski - Szczepienie ospy


Szczepienie ospy - szlagier estradowy scen teatrów rewiowych w Warszawie w okresie międzywojennym.





Choć dziś mieszkańcy syreniego grodu

Wiedzą czym bieda, znają nędzę  z  głodu,
Lecz wszystkim za to darmo ospę szczepią
Miast pożywienia --- higieną ich krzepią.
 

 Z tego powodu robią awantury,
 Matki, synowie, mężowie i córy
 Każde z osobna pół skrzywione   ględzi
 Płacze, narzeka, krzyczy, że go swędzi.
 
  Ma sąsiadka, panna Ewa ---
  Krew i mleko czarnobrewa,
  Pieścidełko, szyk łabędzi
  I ta krzyczy, że ją swędzi!
 
  Jej mamusia, lat czterdzieści
  Chyba także się nie pieści?
  Trąc się o koniec krawędzi:
  --- ,,Mężu drogi, tak mnie swędzi!''
 
  Mężuś zwykle dumny, stały,
  Nie wzruszyły by go strzały,
  Choć w nim żalu ani piędzi,
  Dziś sam mówi, że go swędzi.
 
  Synek młodzian dość przystojny,
  Choć charakter w nim spokojny
  Niewzruszony --- hart żołędzi,
  Krzyczy: gwałtu, tak mnie swędzi.
 
  I dewotka panna stara
  Krzywooka i niezdara,
  A ta świętych słów nie szczędzi:
  ,,Święty Jacku! tak mnie swędzi!''
 
  Stara babcia, już zgrzybiała
  Dzisiaj całą noc nie spała;
  Do swych wnusiów śle orędzi,
  Że tak ją ośpica swędzi.

   

  Tylko dziadek, zuch chłopina,
  Wyjaśnia w czem jest przyczyna:
  --- Jeden sposób swęd rozpędzi,
  Trzeba wytrzeć, gdy poswędzi.

  Jam tak zrobił, dziś nie swędzi,
  I tak wszędzie, w całem mieście,
  Mnie samego swędzi wreszcie
.

piątek, 6 sierpnia 2021

BRUNO JASIEŃSKI- - Zmowa obojętnych (fragm.)/ Rząd czy nie rząd

 

Bruno Jasieński, właściwie Wiktor Zysman (ur. 17 lipca 1901, zm. 17 września 1938 w miejscu straceń  pod Moskwą.

– polski poeta, prozaik i dramaturg, zaliczany do grona poetów wyklętych, przedstawiciel polskiej awangardy międzywojennej, działacz komunistyczny.


Zmowa obojętnych (fragm.)
 
Nie bój się wrogów -
w najgorszym razie mogą Cię zabić.
Nie bój się przyjaciół -
w najgorszym razie mogą Cię zdradzić.
Strzeż się obojętnych -
nie zabijają i nie zdradzają, ale za ich milczącą zgodą
mord i zdrada istnieją na świecie. 
 

Z tomu "Zezowaty duet" 



Rząd czy nie rząd

 

Po­wia­da­li o Pol­sce nie­gdyś na­wet swoi,
Że "nie Rzą­dem Pol­ska stoi".

I słusz­nie, boć nie­je­den rząd, co mógł, to ro­bił,
A Pol­ska stoi da­lej - ja­koś jej nie do­bił.

Czym­że stoi wła­ści­wie na­sze pań­stwo za­tem,
Boć z pew­no­ścią nie Sej­mem ani nie Se­na­tem,

Bo te oba - kto może - pod ar­ma­tę ustaw...
Tak do Pana Au­gu­sta mó­wił raz Pan Gu­staw.
- Słusz­nie od­rze­cze na to Gu­staw Au­gu­sto­wi -
- Kto stwo­rzył te przy­sło­wie, ten nie lada miał gust.
I snadź trze­ba być na to na­gro­dzo­nym No­blem,
By roz­wi­kłać bez resz­ty ten za­wi­ły pro­blem.

Je­śli pań­stwo za­moż­ne ( naj­żyź­niej­sza gle­ba )
Urzęd­ni­ków ty­sią­ce chce po­zba­wić chle­ba,
A nie waży się się­gnąć raz ku wyż­szym sfe­rom
I zmniej­szyć nie­co pen­sje ich pę­ka­tym sze­fom.

Je­śli Pań­stwo kul­tu­rze na złość i na prze­kór
Zwi­ja szko­ły, miast zwi­nąć ty­sią­ce sy­ne­kur,
Chcąc mieć lud nie mą­drzej­szy od do­mo­wych zwie­rząt -
Jak po­znać w ta­kim ra­zie: czy to rząd czy nie­rząd?...
 
1931.

wtorek, 3 sierpnia 2021

W 77 ROCZNICĘ POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

 77 lat temu 5 sierpnia 9-letnia dziewczynka znalazła się w środku piekła, którym była „Rzeź Woli”.

To dzień, w którym Niemcy wymordowali 5 tyś. mieszkańców Woli rozstrzeliwując  od wczesnych godzin rannych do późnej nocy ludność cywilną – kobiety, dzieci i mężczyzn. Wspomnienia tego dnia pozostaną w mojej pamięci na zawsze. Każdego roku odżywają na nowo.  Dziś przeżywam je można powiedzieć wspólnie  z nieżyjącymi już - Anną Świrszczyńską poetką, sanitariuszką w powstaniu i malarzem Janem Chrzanem, walczącym  w powstaniu pod pseudonimem „Goya”. 

Ich wspomnienia to wstrząsające wiersze Anny opisujące ból i cierpienie, których była świadkiem i których sama doświadczyła podczas tych 63 dni zrywu warszawiaków oraz dzieła malarza  o tematyce powstańczej, obrazujące przejmujące sceny walczących, poległych, ludność cywilną, płonące miasto oraz ruiny Warszawy.

    W Powstaniu, w  obronie Poczty Głównej   zginął też m.in. mój brat cioteczny Michał Nowotczyński.